wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 32 Nadzieja zawsze umiera ostatnia.

*Marta*

  Najgorsze co może być, leżysz bo nie masz sił wstać, chcesz coś powiedzieć lecz nie ma jak. Chciałabym być już na nogach, móc powiedzieć co czuję, pragnę powiedzieć Marco to co zaplanowałam wcześniej przed wypadkiem teraz żałuję że nie powiedziałam mu tego od razu. Nie wiem czy dam radę, strasznie boli mnie głowa, całe mięśnie, kości. Nie mam wystarczająco siły by powiedzieć co mnie boli.

*Marco*

   Wbiegłem do gabinetu, chciałem się dowiedzieć dokładniej ponieważ widziałem że Mariusz coś kręci.
-Przepraszam, dlaczego pan tu wchodzi nie proszony?
-Chciałbym się dowiedzieć co z Martą.
-Kim pan dla niej jest?
-Narzeczonym.-wypaliłem. Pan gestem pokazał pielęgniarce aby ta wyszła. Zostaliśmy sami.
-Pacjentka straciła dużo krwi a nam jej brakuje, szukaliśmy dużo osób i szpitali w której jest ta grupa ale jednak nie ma.
-Chcę oddać krew.-postanowiłem
-To proszę za mną-powędrowałem za Doktorem.

*Mariusz*

   Pojechaliśmy do domu, Reus został  w szpitalu ale nie wiem dlaczego wbiegł do gabinetu. Teraz siedzimy w domu przy stole i rozmyślamy z jakiej przyczyny został spowodowany wypadek.
-Ostatnio mi mówiła że jej przerywał samochód, sprawdziłem ale wszytko było dobrze. -powiedziałem
-A może jej wtedy znów przerwał ? -powiedziała Justyna
-Z jakiej przyczyny jeśli wszystko było sprawne?
-A jeśli to się powtórzyło?
-To chyba już na prawdę pech. -załamałem się tym że, moja siostra przez taki głupi błąd teraz leży w szpitalu. Nawet nie wiadomo czy przeżyje.

*2 dni później*
*Marta*

   Nadal leżę w szpitalu, w moim organizmie jest odpowiednia grupa krwi, nadal jestem osłabiona ale nie aż tak mocno, mogę normalnie załatwić swoje potrzeby ale jednak muszę unikać stresu, nerwów i tym podobne bo może dojść do poważnego uszkodzenia organizmu. Jeszcze te kilka dni i doktor może mnie wypisać prosto do domu. Ale teraz to ja muszę się tutaj pomęczyć.

*Narracja trzecioosobowa*

  Do sali, w której była Marta wszedł Mariusz
-Hej, jak się masz? - zapytał siadając na krześle koło jej
-Teraz już trochę lepiej, przynajmniej mogę coś powiedzieć. -uśmiechnęła się
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, ja byłem przy twoim wypadku akurat wracałem z pracy. Uwierz mi ten widok był dla mnie wstrząsający. Dlaczego to musiało Cię spotkać? Czemu nie mnie? Byłem tam. To ja powinienem być na twoim miejscu i tu leżeć w szpitalu.
-Mariusz.. proszę Cię przestań. Jestem tu, żyję to chyba jest najważniejsze prawda? Nie obwiniaj siebie za to co mnie spotkało.
-Ja nie lubię patrzeć jak cierpisz, jestem pewien że cię to wszystko boli, nie tylko głowa ale na pewno serce również. -złapał ją za rękę.
-Ja chcę się z nim teraz spotkać
-Nie, bo to będzie dla Ciebie stresujące.
-Nie będzie, uwierz mi.
-Jego tutaj nie ma.
-To zadzwoń do niego.
-Nie będę dzwonił. -popatrzała na niego- no dobra to później, teraz powiedz mi jak doszło do tego wypadku.
-Jechałam tą trasą co ty rzecz jasna, miałam 120 na liczniku, zaczął mi przerywać potem zgasł, leciał przez chwile, jakoś opanowałam go zatrzymać ale jak zatrzymałam to za mną jechało auto i mnie nie zauważyło no i pierdykło we mnie.  a moje ufo? żyję?-przeraziła się
-Niestety auto też ucierpiało. Ale wiesz co, dziwi mnie fakt że auto było nowe czyżby to samo się zrobiło? Nie sądzę.
-Jeszcze do tego pas się zaciął, ścisnął mnie strasznie mocno i popatrz co zrobił -pokazała bandaż na klatce.
-Widzę że żywo gadasz. Twarda sztuka z ciebie, siostra!
-Mam to o tobie-zaśmiała się
-Co w rodzinie to nie zginie! -zaśmiał się
-Od razu lepiej się czuję.-wtuliła się w brata. -O wiele lepiej.-Do pomieszczenia wszedł Marco. Marta była nie co zestresowana tym co mu powiedzieć.
-To ja sobie już pójdę. pss..  nie muszę już dzwonić. -zaśmiał się w kierunku Marty-Trzymaj się siostra!-wyszedł
-Jak się czujesz? -zapytał Marco
-Teraz już o wiele, wiele lepiej. Ale wiesz co gryzie mnie jedna rzecz..
-Jaka-patrzył cały czas na nią.
-To też-wskazała na bandaż, przy czym się śmiejąc-Do rzeczy, chciałam Ci już to powiedzieć wcześniej, po odwiezieniu Wiktorii jechałam właśnie do Ciebie,  zaplanowałam że Ci to powiem ale okazało się że dopiero teraz ci to mówię.  A więc zacznę, wtedy kiedy się mi zaręczyłeś to ja się jak głupia przestraszyłam tego że  ty chcesz się ze mną związać ale to na zawsze, jestem młoda nie myślę o tym by być już po ślubie, chcę się cieszyć z życia, które jeszcze mam chcę być taką wyrośniętą nastolatką i przeżyć to co w tamtym wieku nie przeżyłam. Wygłupiać, cieszyć się z małych rzeczy, bawić się po prostu jak typowa nastolatka. Popatrz na mnie jestem dorosła ale w środku to jakieś małe coś siedzi. -zaśmiała się, wskazując na siebie.-Teraz nawet siedząc tu w szpitalu, nie przejmuję się tym że coś mi się stanie. A jeszcze jedno! Wiesz co Ci powiem-śmiała się na głos- To że Cię KOCHAM !! Tak, kocham najbardziej na świecie! Co ty na to ty i ja..? razem? Ponownie? Co?- śmiała się, że aż się popłakała. Reus na to tylko wstał podszedł bliżej by jego twarz była blisko jej i wtedy ją delikatnie, czule pocałował.
-Kocham Cię-wyszeptał jej na ucho. Marta od razu usnęła. Do sali weszła pielęgniarka.
-A miałam podać jej leki...-zaśmiała się patrząc na pacjentkę.
-Teraz nie dawno usnęła-uśmiechnął patrząc się na swoją...  dziewczynę.
-A mogłam przyjść wcześniej-obwiniała się pielęgniarka. Do sali wszedł Mario.
-I jak się czuję? -zapytał do Marco
-Dobrze-Reus'owi uśmiech z twarzy nie schodził.
-Ale mam nadzieje że żadnych powikłań nie będzie-zwrócił się do pielęgniarki.
-Tego to ja nie wiem, z doktorem trzeba rozmawiać- mierzyła wzrokiem Mario przy czym się uśmiechała. -To ja już pójdę jak się obudzi to dopiero dam leki. -uśmiechnęła jeszcze raz do Mario i wyszła.
-Stary, widziałeś to? -śmiał się Gotze
-Nie, nie widziałem bo ślepy jestem.
-Leci na mnie-wyszczerzył się
-Nie zapomniałeś o czymś?
-O czym?-zdziwił się
-O Wiktorii.
-Nie no coś ty... no dobra, ale mnie z tą pielęgniarką nic nie łączy, nawet mnie ona nie obchodzi.
-Dobra nie tłumacz się-zaśmiał się-popatrz na moje szczęście-wskazał na śpiącą .
_______________________________________________________________
Uff.. męczyłam się, wymęczyłam ale napisałam! :D
  Oglądaliście mecz? :) Niemcy mistrzami świata!  oglądałam i jak Gotze trafił to ja sobie myślę to tam Marco skacze ze szczęścia  :D Moi kuzyni byli na wakacjach i kibicowali Argentynie, bo tam był Messi  -,- a jak powiedziałam żeby wymienili zawodników to żaden nie wiedział :D No ale Argentynie kibicowali ;q Ale ja już na samym początku byłam pewna że Niemcy wygrają, nawet im powtarzałam "Niemcy ich rozwalą zobaczycie" coś w tym stylu, jak już była dogrywka to oni usnęli a ja dalej oglądałam to cieszyłam się jak Gotze strzelił..! Rano powiedziałam im to mieli miny nie do opisania. :D
  Zostawiam rozdział i spadam ;**

   

                         Ten gest Mario *.* Prawdziwy Przyjaciel !


                              Rihanna też była *_* Też tak chce :D

                                   Hyhyhy. :D

                     Warioty! :D

sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 31 "Marta, otwórz oczy, otwórz!"

*Marco*

 Po długim oczekiwaniu, zjawił się doktor
-I co z nią?-wszyscy wstaliśmy
-Jest strasznie osłabiona, straciła dużo krwi i jeszcze w tym ma złamane żebro.
-Czyli żyje ? -zapytał Tomek, na co Justyna kopnęła go w kostkę-Ałaa..
-Tak żyję, tylko musi zostać co najmniej tydzień bo jej stan może się pogorszyć.
-Dobrze, a możemy wejść? -zapytałem
-Tak ale proszę po kolei -powiedział
-To ty Marco wejdź-wskazał Mariusz
-Dzięki-wszedłem do niej powoli zamykając drzwi. Usiadłem koło niej na krześle. Spała, delikatnie złapałem ją za dłoń a ona otworzyła lekko oczy.
-Marco.. -powiedziała słabym i ochrypłym głosem.
-Cii.. nic nie mów. Chciałem Ci tylko powiedzieć że nie jestem na Ciebie zły że podjęłaś taką decyzję,  to ja zawiniłem nie potrzebnie się tak szybko oświadczyłem nie patrząc czy ty jesteś na to gotowa. Masz definitywną rację żebyśmy na chwile od siebie odpoczęli. Jesteś dla mnie najważniejsza, pamiętaj. -pocałowałem ją w dłoń.-A teraz wyjdę, bracia na Ciebie czekają. Kocham Cię.-musnąłem jej delikatnie, usta. Wyszedłem.
-To teraz ja wchodzę-wyskoczył przede mną Tomek
-Dobra, tylko bez głupot ona jest osłabiona.-poinformowała Justyna. Ja tylko się pożegnałem i wróciłem do swojego domu.

*Tomek*

  -Hej sister! Jak się masz? Jak się czujesz? -ona ledwo pokazała mi środkowego palca, po jej minie było widać że jest zła i przygnębiona.
-Nie złamuj się. Wszystko przed tobą, Wyzdrowiejesz, założysz rodzinkę, będziesz miała stado swoich Reusiątek. Małych skoczków.. yyy.. piłkarzy. Będą szurnięte jak ja. Ty z Marco zestarzejecie się i..-gdy się odwróciłem zaczęło pikać to całe urządzenie. -Marta, otwórz oczy, otwórz! -w tym momencie weszła Justyna z Mariuszem
-Ty głupku mówiłem Ci żebyś nic głupiego nie robił! -wrzeszczał na mnie -Justyna biegnij po doktora -A  ty to wyjdź najlepiej! -szybko przybiegli lekarze i reanimowali Martę.

*Marco*

  Wróciłem do domu.
-Stary, co się dzieje? -zapytał od razu Mario
-Marta miała wypadek jest w szpitalu
-Że co?! Czekaj, czekaj... czemu wróciłeś do domu zamiast tam być przy niej?
-Nie wiem
-Marco, otrząśnij się! Jedziemy! -Wsiedliśmy do auta.
    Weszliśmy do środka.
-Coś z nią nie tak? -spojrzałem się przez szybę, widząc do o koła lekarzy
-Nie wiemy, reanimowali ją...
-Co takiego?
-Ale nie martw się udało im  się ją uratować.-odetchnąłem z ulgą. po chwili przyszedł do nas jeden z lekarzy
-Musimy zrobić jej badania, proszę o cierpliwość.
-Dobrze.-odszedł.

*Godzina później*
*Mariusz*

    Lekarz zaprosił mnie do swojego gabinetu.
-Proszę usiąść-poprosił
-Wszystko w porządku? -zapytałem
-Nie do końca. Straciła bardzo dużo krwi, jak już wiadomo. Aby normalnie funkcjonowała potrzebujemy krew z gruby BRH+ u nas jej brakuje. Ma owinięte bandażem i gorsetem żebra. Gdzie nie gdzie jeszcze małe zadrapania. Jeszcze musimy zobaczyć co z niej głową, pokazywała że boli więc musimy jeszcze zobaczyć co jest nie tak. Tylko potrzebujemy krew by normalnie mogła żyć.
-Dobrze. To gdzie można oddać krew?
-To pan zgadza się na oddanie krwi?
-Tak.
-Tylko musimy obaczyć czy ma pan zgodną grupę, niech pan idzie ze mną.-poszedłem za lekarzem.

*Marco*

   Justyna krzyczała na Tomka . Już tak z pół godziny, nie wiem z jakiego powodu, nawet nie rozumiałem co ona do niego gada. Polski język, ciężki język.
-Przepraszam Cię Marco za to że musisz ciągle słuchać tych krzyków ale sam na niego popatrz.- Zrobił minę zbitego psa.- Coraz bardziej z nim nie tak..
-Może go do lekarza zaprowadzimy stwierdzi co z nim.
-Tu nawet lekarz nie pomoże, w sumie niezły pomysł-zaśmialiśmy się.

*Mariusz*

   Oddałem krew. Oni nic nie wiedzą a zwłaszcza Marta i niech tak pozostanie. Wyszedłem z pomieszczenia.
-Co powiedział? -podeszła Justyna
-Straciła dużo krwi, i brakuje w jej organizmie.
-Oprócz tego coś jeszcze?
-Dowiedziałem się żeby unikała stresu i mniej denerwowała bo może dojść do poważnej choroby.-po tym co powiedziałem Reus wszedł do gabinetu, bez pukania.
_______________________________________________
   Przepraszam że dopiero dodaję. Jak jest:
Dużo czasu - mało weny
Brak weny- brak komentarzy
Brak komentarzy - brak rozdziałów
Nie ma rozdziałów - Utrata bloga .
    Sama nie wiem, mało komentarzy jest i pewnie dlatego. Jeszcze do tego deprecha... przyszła ale na szczęście poszła bo jakoś wakacje ożyły. :))
   Nie żebym oczekiwała dużej ilości komentarzy ;q wystarczył by jeden konkretny, czy podoba się czy muszę coś zmienić. To motywacja zrośnie i dostanę takiego kopa w dupasa.      Sam rozdział się nie napiszę. :D        Buziaczki :**!!
   Zakochałam się ponownie . *_*