Ujrzałam ... Marco. Tak Marco. Szybko zrobiłam zakupy i wyszłam na zewnątrz. Chciałam żeby mnie nie widział lecz nie udało się
-Czego chcesz? - zapytałam
-porozmawiać
-Nie ma o czym.
-A nasz związek ?
-Musimy ze sobą zerwać. Ten związek nie ma przyszłości.
-Ale..
-Zrywam z Tobą Reus. -powiedziałam przez łzy. patrzyłam w jego oczy. Był rozczarowany. Obróciłam się i zobaczyłam że mojego psa nie ma. Ale jak się okazało że nie w tym miejscu go zostawiłam.
-Alex chodź idziemy do domu, bo Tomcio zaraz umrze- zaśmiałam się przez łzy. przez całą drogę myślałam o Marco. To było dobre wyjście z tej cholernej sytuacji. Żałuję trochę że to tak się zdarzyło. Ale trzeba żyć dalej i nie poddawać się. Po powrocie do domu. Krzyknęłam
-Żelki przyszły! za trzy..dwie..jedn...-a przed moimi oczami stał Tomek
-Dasz? dasz?
-Dam , dam. -powiedziałam bez entuzjazmu
-Co jest?
-Nic.
-A gdzie ciastka?
-Zapomniałam-walnęłam się w czoło
-Zeby zapomnieć o najważniejszej rzeczy , której pragnę! bezczelność...
-Koniec? Już ? wystarczy ? -zdenerwowałam się , a nie powinnam. Chciał mnie rozśmieszyć.
-Przepraszam?
-To ja powinnam przeprosić. Idę do siebie.-pobiegłam z Alexem do sypialni. Położyłam się na łóżko a pies na moich plecach. Rozryczałam się jak małe dziecko. Przytuliłam się do psa i zasnęłam.
*Dwa dni później*
Od tych dwóch dni Marco się nie odzywał. Ja się skupiłam na swoim życiu chodzę na treningi i na fitness. Od dzisiaj zaczynam pracę u Mariusza w firmie a raczej w naszej firmie. Jestem "panią za biurkiem" jak to mówi Tomek, on jest mechanikiem i robi przeglądy samochodów. A Mariusz jest całą głową tej firmy. Ja tak dokładniej będę robiła umowy i różne papierkowe sprawy dla klientów by mogli kupić swoje wybrane auto.
-Gotowa? -zapytał Mariusz
-Tak.-otworzył drzwi od mojego biura -łooo.. gościu.
-I jak?
-Normalnie, fajnie, przytulnie.
-A teraz się ubierz-podał mi torbę
-A co to?
-Jajeczko. Otwórz
-Oo.. Koszulka-przyłożyłam ją do swojego ciała
-Mam wyjść?
-No raczej-gdy wyszedł ubrałam koszulkę i usiadłam przy biurku -teraz możesz wejść!
-Jak ładnie! -zaśmiał się
-Bez przesady, to tylko ja, koszulka.. i biurko. -zaśmiałam się
-A teraz praca-uśmiechnął się i wyszedł. Posiedziałam chwilę aż do momentu przyjścia pierwszego klienta. Byłam zestresowana, ale jakoś dałam radę.
Po pracy pojechałam na trening.
-Siema, chyba się nie spóźniłam-zaśmiałam się
-No Hejka, nie no trochę idź się przebierz i zaczynamy.-powiedziała Olivia. Pobiegłam do szatni, szybko się przebrałam. Nasz trening trwał półtorej godziny. Pożegnałam się z Olivią i Sarą. Na chodniku wypadł mi telefon podniosła go Eliza ???
-Coś Ci wypadło-trzymała w ręku mój iPhone, szybkim ruchem wyrwałam jej z dłoni
-Czego chcesz?
-Cię przeprosić
-Za co? Za to że mnie oszukałaś i chciałaś zepsuć mój związek z Marco? To gratulację bo właśnie Ci się to udało. -miałam pełno łez w oczach.
-Za wszystko, zachowałam się jak skończona idiotka...
-I taką pozostaniesz. -odeszłam od niej i powędrowałam do samochodu.
W trakcie jazdy coś mi przerywało, zatrzymałam się na poboczu, otworzyłam maskę i zobaczyłam przecięty kabelek od akumulatora. Spróbowałam go trochę skleić i udało mi się. Bezpiecznie wróciłam do domu.
-Jak tam nowa praca?-zapytała Agata
-Całkiem dobrze po pracy pojechałam prosto na trening więc jestem późno
-A Tomek?
-Musiał zostać bo naprawia jakiemuś kolesiowi auto
-To ja prędzej usnę niż mam za nim czekać-zaśmiała się
-Padam na twarz. Branoc
-Nic nie zjesz?-zapytała mnie gdy byłam na schodach
-Nie, nie jestem głodna-poszłam do łazienki, odświeżyłam się. Położyłam się na łóżku wyciągnęła telefon i zaczęłam przeglądać instagrama, i różne stronki. Przyszedł do mnie Alex, wtuliłam się w niego i zasnęłam.
*Następnego dnia*
Obudził mnie dzwoniący telefon
-Taak? -ziewnęłam
-Pani Karolak? Proszę pilnie przyjechać do pracy!
-Tomek... nie udał Ci się ten żart , słyszę Cię za drzwiami
-Uppss...-rozłączył się. Wszedł do mojego pokoju
-Która?
-Ósma. Ośle! Wstawaj!
-Jaki dziś dzień?
-Sobota.
-To czemu muszę iść do pracy?
-Bo... tak.
-What?? Mów z sensem.
-Przecież mówię, musimy iść do pracy.
-Nigdzie się nie wybieram, ja i moje łóżko spędzamy dziś swoje 3 miesiące, musimy to uczcić
-Przestań leniu! Do roboty!
-A idź... zbierać zimnioki na marchewkowym polu
-"Zimnioki" Wieśnioku! -nie wytrzymałam i rzuciłam w niego poduszką-Boliii! Agata! Marta mi rękę złamała! Poduszką! -wyszedł z pokoju.
-Wreście spokój..-przewróciłam się na bok później na drugi, nie mogłam usnąć. Zabije go! Wstałam i zeszłam na dół.
-Przez ciebie nie mogę się wyspać. Wrr...
-Ktoś tu prawą nogą wstał hyhyhy -zaśmiał się Tomek
-Jak już to lewą-spojrzałam się na niego
-Pomyliłem się... nie obrażaj... no.
-Robisz śniadanie. Gofry z podwójną bitą śmietaną, soczek z pomarańczy i lattte! -rozkazałam
-A jak już to zrobię to nie będziesz się gniewać?
-Zobaczymy a teraz ruszaj swój tyłek i do roboty- położyłam się na kanapie i czekałam za swoim śniadaniem. Po paru minutach przyszło moje zamówienie.
-I jak smakuję? -cały czas przyglądał mi się Tomek
-Smakuję.
-Gniewasz się?
-Nie.
-To jedziemy do pracy?
-Jak zjem to pojedziemy.- Po skończonym posiłku, ubrałam się i ruszyłam z Tomkiem do pracy. Weszłam do swojego biura, położyłam nogi na biurko i podziwiałam swoje szpilki. Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę! -wszedł Mariusz- a to tylko ty-zaśmiałam się
-Widzę że Ci się nudzi to zrób tą ankietę -położył na stół stos kartek
-Powiedziałeś że "tą ankietę "
-Oj przejęzyczyłem się. Kilka ankiet. A i jeszcze jedno, kończymy dziś wcześniej może pójdziemy na jakąś imprezkę. -uśmiechnął się
-No pewka!
-Tylko zajmij się tymi ankietami. -wyszedł a ja zaczęłam wypełniać te wszystkie ankiety.
Po skończonej pracy pojechaliśmy razem do domu. Dziś nie miałam treningu a fitness mam dopiero jutro.
Uszykowałam się i ruszyliśmy zaliczyć klub w weekend! Bawiliśmy się w najlepsze, tylko znów przesadziłam z alkoholem. No i ciągnęli zwłoki do domu.
____________________________________________________
Siemanko ;**
Dodaje rozdziała :D Taki z innej beczki. :) Jak miałam czas to przeznaczałam to na pisanie rozdziała. ;D Wczoraj nie dodałam, Jak ino przyszłam ze szkoły to zrobiłam sobie trening z Chodakowską i pojechałam na spotkanie więc rozdział by był wczoraj ale brak czasu. ;q To jest najgorsze. A dziś urodziny Marco <33 ;D Buziaczki ;**
sobota, 31 maja 2014
środa, 21 maja 2014
Rozdział 28 'Marco.. Ja nie jestem gotowa.'
*4 dni później*
*Oczami Marco*
Marta zachowuje się dziś jakoś dziwnie. Nie zwraca na mnie uwagi, olewa mnie. Boli mnie to nawet nie wiem co jest grane, nigdy się tak nie zachowywała wobec mnie. Może się jej znudziłem albo ma jakieś problemy o których nie wiem.
Zapytałem ją gdy była przy drzwiach od naszego pokoju hotelarskiego
-Gdzie się wybierasz? odpowiesz mi czy nie? -bez odpowiedzi wyszła.
*Oczami Marty*
Postanowiłam wybrać się na plaże. Usiadłam na kamieniu przy brzegu morza. Rozmyślałam na swoim życiem czy związać się z Marco na zawsze. Chciałam z kimś pogadać lecz nikogo nie chce obciążać swymi problemami. Jestem młoda mam przed sobą dużo czasu nie powinnam się związać z nim teraz, to powinno poczekać. Nie wiem czemu się zgodziłam pewnie dlatego że go mocno kocham. On już chce planować rodzinę a ja nie chcę zmarnować sobie życia jako kura domowa. Chcę zaszaleć czuć tą wolność, czerpać z życia jak najwięcej chwil. Mam 20 lat a czuję się jak nastolatka nie jestem gotowa na takie życie by mieć rodzinę, nie myślałam poważnie nad tym.
Po rozmyśleniach wróciłam do pokoju.
-Powiesz mi w końcu dlaczego się do mnie nie odzywasz i znikasz nie wiadomo gdzie? - cisza- Martwię się o Ciebie Skarbie.
-Marco.. Ja nie jestem gotowa. - ściągnęłam pierścionek z palca i wręczyłam mu w dłoń. Z zapłakanymi oczyma wyszłam z pokoju. Marco wyszedł za mną
-Marta! Rozumiem, nie będę Cię zmuszać. Przepraszam
-To ja przepraszam. Do zobaczenia. -odeszłam. Za 2 dwie godziny mamy samolot, poszłam przejść się do Wiktorii. Gdy otworzyłam drzwi ujrzałam Wikę leżącą na Mario
-Ups.. chyba przeszkodziłam -miałam już zamiar wyjść
-Nie, nie przeszkadzasz- wstali na równe nogi- co się stało? -zapytała Wika gdy zobaczyła mnie zapłakaną
-Mam problem-usiadłam na krześle
-Mów co się dzieje
-Marco chce ze mną stworzyć rodzinę... ja nie jestem na to gotowa. Kocham go ale... Jestem za młoda żeby tak od razu być matką.
-Ale jak się zaręczysz to przecież możesz poczekać rok za ślubem
-Nie jestem pewna, chcę z tym wszystkim poczekać dwa..trzy.. góra cztery lata. Chcę się wyszaleć, rozumiecie mnie?
-Tak, rozumiemy-przytuliłam się do kuzynki
-Zraniłam go tymi słowami -rozpłakałam się
-Marco to twardy facet poradzi sobie. Nie martw się-powiedział Mario
-Idę się spakować-wstałam
-Poczekaj pójdę z tobą-razem z Wiką poszliśmy do mnie. Otworzyłam drzwi w pokoju był Marco
-Dobrze że jesteś... pogadajmy-popatrzał na mnie, a ja go ominęłam i wyciągnęłam walizkę. W tym momencie wszedł Mario
-Stary chodź , porozmawiamy -Marco wyszedł, a ja zabrałam się za wkładanie ubrań.
*Godzina póżniej*
Jesteśmy wszyscy na lotnisku właśnie czekamy za samolotem. Lewy próbował nas rozweselić nawet mu to wychodziło. Zaczepił jakąś małą dziewczynkę i skakali po tych ciemnych płytkach by nie dotknąć tych jaśniejszych. Po chwili wylądował samolot, weszliśmy do niego. Siedziałam z Marco bo nie miałam wyboru, od razu włożyłam w uszy słuchawki.
Poczułam jak samolot zaczyna lądować, trzęsie się a stewardessa mówiła że mamy problem z lądowaniem. Coraz bardziej trzęsło, popatrzałam na Marco i krzyczałam -Marco ! nie zostawiaj mnie! Marco ! Kocham Cię!! -zaczęłam płakać.
-Marta! Marta! - otworzyłam szeroko oczy
-Co się stało ? -zapytałam
-Wszystko jest w porządku-uśmiechnął się. Po chwili namysłu zrozumiałam że to mi się śniło. Z ulgą westchnęłam i oparłam się o siedzenie. Marco słyszała pewnie co krzyczałam. Ręce mi się trzęsły, otarłam łzy i dalej słuchałam muzyki ponownie już nie zasnęłam.
Po paru godzinach wylądowaliśmy w Dortmundzie. Wszyscy pojechaliśmy do swych domów. Wiktoria powiedziała mi że jedzie do Mario. Ja raczej do swojego własnego domu powiedziałam Reusowi że dziś nie nocuję u niego, zrozumiał. Weszłam do domu była któraś w nocy położyłam się spać.
*Rano*
Przy śniadaniu byliśmy wszyscy razem. Opowiadałam im co się działo w Hiszpanii. Oprócz tego że Marco się "Oświadczył" .
-Przyznasz że było fajnie -zapytała Agata
-Powiedzmy że tak. Nigdy nie byłam na takich wakacjach -przez chwile się uśmiechnęłam
-Od kiedy zaczynasz pracę? -zapytał Mariusz
-A od kiedy mogę?
-To zależy. Dokumenty , wszystko masz. To nie ma problemu możesz już od jutra
-Od jutra ? a może dasz mi czas?
-A co się dzieje?
-Nic, idę do siebie.-pobiegłam na piętro i zamknęłam się w pokoju. Cały czas myślę o tym co się wydarzyło. Na samą myśl o tym chce mi się płakać, Postanowiłam iść pograć w piłkę żeby się rozerwać. Zadzwoniłam po Mortiza.
-Hej. Masz chwilę ?
-Tak, mam a co się dzieje ?
-Nic, pograłbyś ze mną w nożną ?
-No nie ma sprawy
-To za 10 minut pod Iduną-rozłączyłam się. przebrałam się w sportowe ciuchy i wyszłam z domu. Po dotarciu na miejsce, czekałam chwilę za Leitnerem. Nawet bardzo długą chwilę.
-Przepraszam, ale jakoś nie mogłem z domu wyjść-zaśmiał się
-Bałagan?
-Nie, lepiej.
-Dziewczyna? -palnęłam
-Tak jakby -uśmiechnął się
-Taa? To gratuluję -wtuliłam się w niego -Jak ma na imię ?
-Pexi -odparł
-Czekaj, czekaj. a to nie imię dla psa?
-Tak, mam psa. Zakochałem się w niej- śmiałam się na głos- nie śmiej się. A ty nie zakochałaś się w Alexie ?
-Nie. Bo mam Marco...-mina mi zeszła
-Ej co jest? -popatrzył na mnie
-Nic.
-Przecież widzę
-Byliśmy w Hiszpanii (..) Oświadczył mi się ale ja nie jestem na to gotowa.
-To czemu przyjęłaś pierścionek ?
-Spanikowałam. Za bardzo go kocham. Możemy już o tym nie gadać? Chciałabym o tym zapomnieć.
-Nie ma sprawy. Rozweselę cię. -zaśmiał się i zaczęliśmy grać w piłkę.
-Osioł, osioł! ślepy osioł ! -śmiałam się z niego
-A ty nie lepsza! Biegniesz, biegniesz gleba!
-To nie moja wina że podkładasz mi nogi!
-A ty jak chcesz odebrać mi piłkę to zakrywasz mi ręką oczy! -śmiał się
-A ty...-nie dokończyłam bo w tym momencie zadzwonił mi telefon. Na ekranie pojawiło się zdjęcie Marco, zignorowałam połączenie
-Czemu nie odbierzesz ?
-Bo nie chcę z nim gadać?
-Kochasz go tak? To czemu go unikasz?
-Bo chcę sobie to wszystko przemyśleć, a jak go widzę to nie mogę przestać o tym myśleć.
*Dwie godziny później*
Gdy przekroczyłam próg to Tomek zauważając mnie kleknął prze de mną
-Co ty wyprawiasz?
-Pomóż mi...
-Dalej mów
-Skończyły się żelki - zrobił maślane oczy
-I to chciałeś mi powiedzieć ?
-No i ciastka też -wyszczerzył się
-Gdzie Alex?
-U Ciebie w sypialni
-Puścisz mnie?
-A pójdziesz do sklepu?
-Mam inne wyjście?
-No raczej nie. -puścił mnie. Założyłam smycz psu i ruszyłam w stronę hipermarketu. Zostawiłam Alexa na zewnątrz sklepu ponieważ nie można brać ich ze sobą. Kiedy byłam przy kasie zaleciał znajomy mi zapach, który przypomniał wszystkie moje wspomnienia odwróciłam się i ujrzałam...
____________________________________________________________
Helołka! ;**
Długo mnie nie było. Mam jedno wytłumaczenie "Brak czasu" inaczej brak organizacji. A tu to a tu tam to i nie ma kiedy co i jak zrobić. przepraszam i postanowię się poprawić :D A więc Marta ma dylemat. Skończyłam na tym momencie w którym wszyscy są ciekawi kto to. :D Dowiecie się w następnym rozdziale, który nie wiem kiedy będzie. :D Mam dużo do powiedzenia lecz nie chce mi się pisać. xD
Papatki. ;***
*Oczami Marco*
Marta zachowuje się dziś jakoś dziwnie. Nie zwraca na mnie uwagi, olewa mnie. Boli mnie to nawet nie wiem co jest grane, nigdy się tak nie zachowywała wobec mnie. Może się jej znudziłem albo ma jakieś problemy o których nie wiem.
Zapytałem ją gdy była przy drzwiach od naszego pokoju hotelarskiego
-Gdzie się wybierasz? odpowiesz mi czy nie? -bez odpowiedzi wyszła.
*Oczami Marty*
Postanowiłam wybrać się na plaże. Usiadłam na kamieniu przy brzegu morza. Rozmyślałam na swoim życiem czy związać się z Marco na zawsze. Chciałam z kimś pogadać lecz nikogo nie chce obciążać swymi problemami. Jestem młoda mam przed sobą dużo czasu nie powinnam się związać z nim teraz, to powinno poczekać. Nie wiem czemu się zgodziłam pewnie dlatego że go mocno kocham. On już chce planować rodzinę a ja nie chcę zmarnować sobie życia jako kura domowa. Chcę zaszaleć czuć tą wolność, czerpać z życia jak najwięcej chwil. Mam 20 lat a czuję się jak nastolatka nie jestem gotowa na takie życie by mieć rodzinę, nie myślałam poważnie nad tym.
Po rozmyśleniach wróciłam do pokoju.
-Powiesz mi w końcu dlaczego się do mnie nie odzywasz i znikasz nie wiadomo gdzie? - cisza- Martwię się o Ciebie Skarbie.
-Marco.. Ja nie jestem gotowa. - ściągnęłam pierścionek z palca i wręczyłam mu w dłoń. Z zapłakanymi oczyma wyszłam z pokoju. Marco wyszedł za mną
-Marta! Rozumiem, nie będę Cię zmuszać. Przepraszam
-To ja przepraszam. Do zobaczenia. -odeszłam. Za 2 dwie godziny mamy samolot, poszłam przejść się do Wiktorii. Gdy otworzyłam drzwi ujrzałam Wikę leżącą na Mario
-Ups.. chyba przeszkodziłam -miałam już zamiar wyjść
-Nie, nie przeszkadzasz- wstali na równe nogi- co się stało? -zapytała Wika gdy zobaczyła mnie zapłakaną
-Mam problem-usiadłam na krześle
-Mów co się dzieje
-Marco chce ze mną stworzyć rodzinę... ja nie jestem na to gotowa. Kocham go ale... Jestem za młoda żeby tak od razu być matką.
-Ale jak się zaręczysz to przecież możesz poczekać rok za ślubem
-Nie jestem pewna, chcę z tym wszystkim poczekać dwa..trzy.. góra cztery lata. Chcę się wyszaleć, rozumiecie mnie?
-Tak, rozumiemy-przytuliłam się do kuzynki
-Zraniłam go tymi słowami -rozpłakałam się
-Marco to twardy facet poradzi sobie. Nie martw się-powiedział Mario
-Idę się spakować-wstałam
-Poczekaj pójdę z tobą-razem z Wiką poszliśmy do mnie. Otworzyłam drzwi w pokoju był Marco
-Dobrze że jesteś... pogadajmy-popatrzał na mnie, a ja go ominęłam i wyciągnęłam walizkę. W tym momencie wszedł Mario
-Stary chodź , porozmawiamy -Marco wyszedł, a ja zabrałam się za wkładanie ubrań.
*Godzina póżniej*
Jesteśmy wszyscy na lotnisku właśnie czekamy za samolotem. Lewy próbował nas rozweselić nawet mu to wychodziło. Zaczepił jakąś małą dziewczynkę i skakali po tych ciemnych płytkach by nie dotknąć tych jaśniejszych. Po chwili wylądował samolot, weszliśmy do niego. Siedziałam z Marco bo nie miałam wyboru, od razu włożyłam w uszy słuchawki.
Poczułam jak samolot zaczyna lądować, trzęsie się a stewardessa mówiła że mamy problem z lądowaniem. Coraz bardziej trzęsło, popatrzałam na Marco i krzyczałam -Marco ! nie zostawiaj mnie! Marco ! Kocham Cię!! -zaczęłam płakać.
-Marta! Marta! - otworzyłam szeroko oczy
-Co się stało ? -zapytałam
-Wszystko jest w porządku-uśmiechnął się. Po chwili namysłu zrozumiałam że to mi się śniło. Z ulgą westchnęłam i oparłam się o siedzenie. Marco słyszała pewnie co krzyczałam. Ręce mi się trzęsły, otarłam łzy i dalej słuchałam muzyki ponownie już nie zasnęłam.
Po paru godzinach wylądowaliśmy w Dortmundzie. Wszyscy pojechaliśmy do swych domów. Wiktoria powiedziała mi że jedzie do Mario. Ja raczej do swojego własnego domu powiedziałam Reusowi że dziś nie nocuję u niego, zrozumiał. Weszłam do domu była któraś w nocy położyłam się spać.
*Rano*
Przy śniadaniu byliśmy wszyscy razem. Opowiadałam im co się działo w Hiszpanii. Oprócz tego że Marco się "Oświadczył" .
-Przyznasz że było fajnie -zapytała Agata
-Powiedzmy że tak. Nigdy nie byłam na takich wakacjach -przez chwile się uśmiechnęłam
-Od kiedy zaczynasz pracę? -zapytał Mariusz
-A od kiedy mogę?
-To zależy. Dokumenty , wszystko masz. To nie ma problemu możesz już od jutra
-Od jutra ? a może dasz mi czas?
-A co się dzieje?
-Nic, idę do siebie.-pobiegłam na piętro i zamknęłam się w pokoju. Cały czas myślę o tym co się wydarzyło. Na samą myśl o tym chce mi się płakać, Postanowiłam iść pograć w piłkę żeby się rozerwać. Zadzwoniłam po Mortiza.
-Hej. Masz chwilę ?
-Tak, mam a co się dzieje ?
-Nic, pograłbyś ze mną w nożną ?
-No nie ma sprawy
-To za 10 minut pod Iduną-rozłączyłam się. przebrałam się w sportowe ciuchy i wyszłam z domu. Po dotarciu na miejsce, czekałam chwilę za Leitnerem. Nawet bardzo długą chwilę.
-Przepraszam, ale jakoś nie mogłem z domu wyjść-zaśmiał się
-Bałagan?
-Nie, lepiej.
-Dziewczyna? -palnęłam
-Tak jakby -uśmiechnął się
-Taa? To gratuluję -wtuliłam się w niego -Jak ma na imię ?
-Pexi -odparł
-Czekaj, czekaj. a to nie imię dla psa?
-Tak, mam psa. Zakochałem się w niej- śmiałam się na głos- nie śmiej się. A ty nie zakochałaś się w Alexie ?
-Nie. Bo mam Marco...-mina mi zeszła
-Ej co jest? -popatrzył na mnie
-Nic.
-Przecież widzę
-Byliśmy w Hiszpanii (..) Oświadczył mi się ale ja nie jestem na to gotowa.
-To czemu przyjęłaś pierścionek ?
-Spanikowałam. Za bardzo go kocham. Możemy już o tym nie gadać? Chciałabym o tym zapomnieć.
-Nie ma sprawy. Rozweselę cię. -zaśmiał się i zaczęliśmy grać w piłkę.
-Osioł, osioł! ślepy osioł ! -śmiałam się z niego
-A ty nie lepsza! Biegniesz, biegniesz gleba!
-To nie moja wina że podkładasz mi nogi!
-A ty jak chcesz odebrać mi piłkę to zakrywasz mi ręką oczy! -śmiał się
-A ty...-nie dokończyłam bo w tym momencie zadzwonił mi telefon. Na ekranie pojawiło się zdjęcie Marco, zignorowałam połączenie
-Czemu nie odbierzesz ?
-Bo nie chcę z nim gadać?
-Kochasz go tak? To czemu go unikasz?
-Bo chcę sobie to wszystko przemyśleć, a jak go widzę to nie mogę przestać o tym myśleć.
*Dwie godziny później*
Gdy przekroczyłam próg to Tomek zauważając mnie kleknął prze de mną
-Co ty wyprawiasz?
-Pomóż mi...
-Dalej mów
-Skończyły się żelki - zrobił maślane oczy
-I to chciałeś mi powiedzieć ?
-No i ciastka też -wyszczerzył się
-Gdzie Alex?
-U Ciebie w sypialni
-Puścisz mnie?
-A pójdziesz do sklepu?
-Mam inne wyjście?
-No raczej nie. -puścił mnie. Założyłam smycz psu i ruszyłam w stronę hipermarketu. Zostawiłam Alexa na zewnątrz sklepu ponieważ nie można brać ich ze sobą. Kiedy byłam przy kasie zaleciał znajomy mi zapach, który przypomniał wszystkie moje wspomnienia odwróciłam się i ujrzałam...
____________________________________________________________
Helołka! ;**
Długo mnie nie było. Mam jedno wytłumaczenie "Brak czasu" inaczej brak organizacji. A tu to a tu tam to i nie ma kiedy co i jak zrobić. przepraszam i postanowię się poprawić :D A więc Marta ma dylemat. Skończyłam na tym momencie w którym wszyscy są ciekawi kto to. :D Dowiecie się w następnym rozdziale, który nie wiem kiedy będzie. :D Mam dużo do powiedzenia lecz nie chce mi się pisać. xD
Papatki. ;***
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)