niedziela, 7 września 2014

Ważne info !!

 
     Hejaa! :) :*
  Z powodu nadmiernej nauki i przygotowaniami do testu ogłaszam że posty na tym blogu pojawią się w swoim czasie. Na razie chwilowa przerwa. ;)
       Obiecuję że wrócę. Do zobaczenia.  ;**

wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 32 Nadzieja zawsze umiera ostatnia.

*Marta*

  Najgorsze co może być, leżysz bo nie masz sił wstać, chcesz coś powiedzieć lecz nie ma jak. Chciałabym być już na nogach, móc powiedzieć co czuję, pragnę powiedzieć Marco to co zaplanowałam wcześniej przed wypadkiem teraz żałuję że nie powiedziałam mu tego od razu. Nie wiem czy dam radę, strasznie boli mnie głowa, całe mięśnie, kości. Nie mam wystarczająco siły by powiedzieć co mnie boli.

*Marco*

   Wbiegłem do gabinetu, chciałem się dowiedzieć dokładniej ponieważ widziałem że Mariusz coś kręci.
-Przepraszam, dlaczego pan tu wchodzi nie proszony?
-Chciałbym się dowiedzieć co z Martą.
-Kim pan dla niej jest?
-Narzeczonym.-wypaliłem. Pan gestem pokazał pielęgniarce aby ta wyszła. Zostaliśmy sami.
-Pacjentka straciła dużo krwi a nam jej brakuje, szukaliśmy dużo osób i szpitali w której jest ta grupa ale jednak nie ma.
-Chcę oddać krew.-postanowiłem
-To proszę za mną-powędrowałem za Doktorem.

*Mariusz*

   Pojechaliśmy do domu, Reus został  w szpitalu ale nie wiem dlaczego wbiegł do gabinetu. Teraz siedzimy w domu przy stole i rozmyślamy z jakiej przyczyny został spowodowany wypadek.
-Ostatnio mi mówiła że jej przerywał samochód, sprawdziłem ale wszytko było dobrze. -powiedziałem
-A może jej wtedy znów przerwał ? -powiedziała Justyna
-Z jakiej przyczyny jeśli wszystko było sprawne?
-A jeśli to się powtórzyło?
-To chyba już na prawdę pech. -załamałem się tym że, moja siostra przez taki głupi błąd teraz leży w szpitalu. Nawet nie wiadomo czy przeżyje.

*2 dni później*
*Marta*

   Nadal leżę w szpitalu, w moim organizmie jest odpowiednia grupa krwi, nadal jestem osłabiona ale nie aż tak mocno, mogę normalnie załatwić swoje potrzeby ale jednak muszę unikać stresu, nerwów i tym podobne bo może dojść do poważnego uszkodzenia organizmu. Jeszcze te kilka dni i doktor może mnie wypisać prosto do domu. Ale teraz to ja muszę się tutaj pomęczyć.

*Narracja trzecioosobowa*

  Do sali, w której była Marta wszedł Mariusz
-Hej, jak się masz? - zapytał siadając na krześle koło jej
-Teraz już trochę lepiej, przynajmniej mogę coś powiedzieć. -uśmiechnęła się
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, ja byłem przy twoim wypadku akurat wracałem z pracy. Uwierz mi ten widok był dla mnie wstrząsający. Dlaczego to musiało Cię spotkać? Czemu nie mnie? Byłem tam. To ja powinienem być na twoim miejscu i tu leżeć w szpitalu.
-Mariusz.. proszę Cię przestań. Jestem tu, żyję to chyba jest najważniejsze prawda? Nie obwiniaj siebie za to co mnie spotkało.
-Ja nie lubię patrzeć jak cierpisz, jestem pewien że cię to wszystko boli, nie tylko głowa ale na pewno serce również. -złapał ją za rękę.
-Ja chcę się z nim teraz spotkać
-Nie, bo to będzie dla Ciebie stresujące.
-Nie będzie, uwierz mi.
-Jego tutaj nie ma.
-To zadzwoń do niego.
-Nie będę dzwonił. -popatrzała na niego- no dobra to później, teraz powiedz mi jak doszło do tego wypadku.
-Jechałam tą trasą co ty rzecz jasna, miałam 120 na liczniku, zaczął mi przerywać potem zgasł, leciał przez chwile, jakoś opanowałam go zatrzymać ale jak zatrzymałam to za mną jechało auto i mnie nie zauważyło no i pierdykło we mnie.  a moje ufo? żyję?-przeraziła się
-Niestety auto też ucierpiało. Ale wiesz co, dziwi mnie fakt że auto było nowe czyżby to samo się zrobiło? Nie sądzę.
-Jeszcze do tego pas się zaciął, ścisnął mnie strasznie mocno i popatrz co zrobił -pokazała bandaż na klatce.
-Widzę że żywo gadasz. Twarda sztuka z ciebie, siostra!
-Mam to o tobie-zaśmiała się
-Co w rodzinie to nie zginie! -zaśmiał się
-Od razu lepiej się czuję.-wtuliła się w brata. -O wiele lepiej.-Do pomieszczenia wszedł Marco. Marta była nie co zestresowana tym co mu powiedzieć.
-To ja sobie już pójdę. pss..  nie muszę już dzwonić. -zaśmiał się w kierunku Marty-Trzymaj się siostra!-wyszedł
-Jak się czujesz? -zapytał Marco
-Teraz już o wiele, wiele lepiej. Ale wiesz co gryzie mnie jedna rzecz..
-Jaka-patrzył cały czas na nią.
-To też-wskazała na bandaż, przy czym się śmiejąc-Do rzeczy, chciałam Ci już to powiedzieć wcześniej, po odwiezieniu Wiktorii jechałam właśnie do Ciebie,  zaplanowałam że Ci to powiem ale okazało się że dopiero teraz ci to mówię.  A więc zacznę, wtedy kiedy się mi zaręczyłeś to ja się jak głupia przestraszyłam tego że  ty chcesz się ze mną związać ale to na zawsze, jestem młoda nie myślę o tym by być już po ślubie, chcę się cieszyć z życia, które jeszcze mam chcę być taką wyrośniętą nastolatką i przeżyć to co w tamtym wieku nie przeżyłam. Wygłupiać, cieszyć się z małych rzeczy, bawić się po prostu jak typowa nastolatka. Popatrz na mnie jestem dorosła ale w środku to jakieś małe coś siedzi. -zaśmiała się, wskazując na siebie.-Teraz nawet siedząc tu w szpitalu, nie przejmuję się tym że coś mi się stanie. A jeszcze jedno! Wiesz co Ci powiem-śmiała się na głos- To że Cię KOCHAM !! Tak, kocham najbardziej na świecie! Co ty na to ty i ja..? razem? Ponownie? Co?- śmiała się, że aż się popłakała. Reus na to tylko wstał podszedł bliżej by jego twarz była blisko jej i wtedy ją delikatnie, czule pocałował.
-Kocham Cię-wyszeptał jej na ucho. Marta od razu usnęła. Do sali weszła pielęgniarka.
-A miałam podać jej leki...-zaśmiała się patrząc na pacjentkę.
-Teraz nie dawno usnęła-uśmiechnął patrząc się na swoją...  dziewczynę.
-A mogłam przyjść wcześniej-obwiniała się pielęgniarka. Do sali wszedł Mario.
-I jak się czuję? -zapytał do Marco
-Dobrze-Reus'owi uśmiech z twarzy nie schodził.
-Ale mam nadzieje że żadnych powikłań nie będzie-zwrócił się do pielęgniarki.
-Tego to ja nie wiem, z doktorem trzeba rozmawiać- mierzyła wzrokiem Mario przy czym się uśmiechała. -To ja już pójdę jak się obudzi to dopiero dam leki. -uśmiechnęła jeszcze raz do Mario i wyszła.
-Stary, widziałeś to? -śmiał się Gotze
-Nie, nie widziałem bo ślepy jestem.
-Leci na mnie-wyszczerzył się
-Nie zapomniałeś o czymś?
-O czym?-zdziwił się
-O Wiktorii.
-Nie no coś ty... no dobra, ale mnie z tą pielęgniarką nic nie łączy, nawet mnie ona nie obchodzi.
-Dobra nie tłumacz się-zaśmiał się-popatrz na moje szczęście-wskazał na śpiącą .
_______________________________________________________________
Uff.. męczyłam się, wymęczyłam ale napisałam! :D
  Oglądaliście mecz? :) Niemcy mistrzami świata!  oglądałam i jak Gotze trafił to ja sobie myślę to tam Marco skacze ze szczęścia  :D Moi kuzyni byli na wakacjach i kibicowali Argentynie, bo tam był Messi  -,- a jak powiedziałam żeby wymienili zawodników to żaden nie wiedział :D No ale Argentynie kibicowali ;q Ale ja już na samym początku byłam pewna że Niemcy wygrają, nawet im powtarzałam "Niemcy ich rozwalą zobaczycie" coś w tym stylu, jak już była dogrywka to oni usnęli a ja dalej oglądałam to cieszyłam się jak Gotze strzelił..! Rano powiedziałam im to mieli miny nie do opisania. :D
  Zostawiam rozdział i spadam ;**

   

                         Ten gest Mario *.* Prawdziwy Przyjaciel !


                              Rihanna też była *_* Też tak chce :D

                                   Hyhyhy. :D

                     Warioty! :D

sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 31 "Marta, otwórz oczy, otwórz!"

*Marco*

 Po długim oczekiwaniu, zjawił się doktor
-I co z nią?-wszyscy wstaliśmy
-Jest strasznie osłabiona, straciła dużo krwi i jeszcze w tym ma złamane żebro.
-Czyli żyje ? -zapytał Tomek, na co Justyna kopnęła go w kostkę-Ałaa..
-Tak żyję, tylko musi zostać co najmniej tydzień bo jej stan może się pogorszyć.
-Dobrze, a możemy wejść? -zapytałem
-Tak ale proszę po kolei -powiedział
-To ty Marco wejdź-wskazał Mariusz
-Dzięki-wszedłem do niej powoli zamykając drzwi. Usiadłem koło niej na krześle. Spała, delikatnie złapałem ją za dłoń a ona otworzyła lekko oczy.
-Marco.. -powiedziała słabym i ochrypłym głosem.
-Cii.. nic nie mów. Chciałem Ci tylko powiedzieć że nie jestem na Ciebie zły że podjęłaś taką decyzję,  to ja zawiniłem nie potrzebnie się tak szybko oświadczyłem nie patrząc czy ty jesteś na to gotowa. Masz definitywną rację żebyśmy na chwile od siebie odpoczęli. Jesteś dla mnie najważniejsza, pamiętaj. -pocałowałem ją w dłoń.-A teraz wyjdę, bracia na Ciebie czekają. Kocham Cię.-musnąłem jej delikatnie, usta. Wyszedłem.
-To teraz ja wchodzę-wyskoczył przede mną Tomek
-Dobra, tylko bez głupot ona jest osłabiona.-poinformowała Justyna. Ja tylko się pożegnałem i wróciłem do swojego domu.

*Tomek*

  -Hej sister! Jak się masz? Jak się czujesz? -ona ledwo pokazała mi środkowego palca, po jej minie było widać że jest zła i przygnębiona.
-Nie złamuj się. Wszystko przed tobą, Wyzdrowiejesz, założysz rodzinkę, będziesz miała stado swoich Reusiątek. Małych skoczków.. yyy.. piłkarzy. Będą szurnięte jak ja. Ty z Marco zestarzejecie się i..-gdy się odwróciłem zaczęło pikać to całe urządzenie. -Marta, otwórz oczy, otwórz! -w tym momencie weszła Justyna z Mariuszem
-Ty głupku mówiłem Ci żebyś nic głupiego nie robił! -wrzeszczał na mnie -Justyna biegnij po doktora -A  ty to wyjdź najlepiej! -szybko przybiegli lekarze i reanimowali Martę.

*Marco*

  Wróciłem do domu.
-Stary, co się dzieje? -zapytał od razu Mario
-Marta miała wypadek jest w szpitalu
-Że co?! Czekaj, czekaj... czemu wróciłeś do domu zamiast tam być przy niej?
-Nie wiem
-Marco, otrząśnij się! Jedziemy! -Wsiedliśmy do auta.
    Weszliśmy do środka.
-Coś z nią nie tak? -spojrzałem się przez szybę, widząc do o koła lekarzy
-Nie wiemy, reanimowali ją...
-Co takiego?
-Ale nie martw się udało im  się ją uratować.-odetchnąłem z ulgą. po chwili przyszedł do nas jeden z lekarzy
-Musimy zrobić jej badania, proszę o cierpliwość.
-Dobrze.-odszedł.

*Godzina później*
*Mariusz*

    Lekarz zaprosił mnie do swojego gabinetu.
-Proszę usiąść-poprosił
-Wszystko w porządku? -zapytałem
-Nie do końca. Straciła bardzo dużo krwi, jak już wiadomo. Aby normalnie funkcjonowała potrzebujemy krew z gruby BRH+ u nas jej brakuje. Ma owinięte bandażem i gorsetem żebra. Gdzie nie gdzie jeszcze małe zadrapania. Jeszcze musimy zobaczyć co z niej głową, pokazywała że boli więc musimy jeszcze zobaczyć co jest nie tak. Tylko potrzebujemy krew by normalnie mogła żyć.
-Dobrze. To gdzie można oddać krew?
-To pan zgadza się na oddanie krwi?
-Tak.
-Tylko musimy obaczyć czy ma pan zgodną grupę, niech pan idzie ze mną.-poszedłem za lekarzem.

*Marco*

   Justyna krzyczała na Tomka . Już tak z pół godziny, nie wiem z jakiego powodu, nawet nie rozumiałem co ona do niego gada. Polski język, ciężki język.
-Przepraszam Cię Marco za to że musisz ciągle słuchać tych krzyków ale sam na niego popatrz.- Zrobił minę zbitego psa.- Coraz bardziej z nim nie tak..
-Może go do lekarza zaprowadzimy stwierdzi co z nim.
-Tu nawet lekarz nie pomoże, w sumie niezły pomysł-zaśmialiśmy się.

*Mariusz*

   Oddałem krew. Oni nic nie wiedzą a zwłaszcza Marta i niech tak pozostanie. Wyszedłem z pomieszczenia.
-Co powiedział? -podeszła Justyna
-Straciła dużo krwi, i brakuje w jej organizmie.
-Oprócz tego coś jeszcze?
-Dowiedziałem się żeby unikała stresu i mniej denerwowała bo może dojść do poważnej choroby.-po tym co powiedziałem Reus wszedł do gabinetu, bez pukania.
_______________________________________________
   Przepraszam że dopiero dodaję. Jak jest:
Dużo czasu - mało weny
Brak weny- brak komentarzy
Brak komentarzy - brak rozdziałów
Nie ma rozdziałów - Utrata bloga .
    Sama nie wiem, mało komentarzy jest i pewnie dlatego. Jeszcze do tego deprecha... przyszła ale na szczęście poszła bo jakoś wakacje ożyły. :))
   Nie żebym oczekiwała dużej ilości komentarzy ;q wystarczył by jeden konkretny, czy podoba się czy muszę coś zmienić. To motywacja zrośnie i dostanę takiego kopa w dupasa.      Sam rozdział się nie napiszę. :D        Buziaczki :**!!
   Zakochałam się ponownie . *_*

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział 30 Wiki do wraca do swoich. A później wypadek...

  *Tydzień później*
 Brakuje mi Marco. Ale to ja schrzaniłam, to ja się z nim rozstałam. Dlaczego? Dlatego że nie jestem gotowa na taki związek. Kocham go i to bardzo. Dzień bez niego to dla mnie męka, tęsknie za nim. On nie jest taki jak inni mężczyźni on jest inny, kochany.. delikatny, czuły. Po prostu cudo. Teraz żałuję że się z nim rozstałam, nie będę tego naprawiać chociaż to ja zepsułam, jeśli on się nie odzywa to ja tym bardziej.
   Wiktoria dziś wylatuje do Polski. Obym zapomniała od pewnego czasu Wiki i Mario są razem. Mario wylatuje dopiero jutro. Ja jestem tak zapracowana że dzisiaj dostałam dzień wolny od Mariusza. Żeby zawieść Wiktorię.
-Spakowana? -zapytałam
-Nie.
-To na co czekasz? Na oklaski?
-Co ty taka nerwowa? Zluzuj gatki. -położyła się na łóżku
-Kiedy masz na te lotnisko?
-Dopiero wieczorem więc mamy cały dzień przed sobą. Może takie małe zakupy? -zaśmiała się
-W sumie, nie mam co na siebie włożyć.
-No widzisz to jedziemy-wsiedliśmy do samochodu. Podjechaliśmy pod najbliższą galerie w Dortmundzie.
-Idziemy do H&M'u ! -tak więc ruszyliśmy. Przeszukiwaliśmy różne koszulki, spodenki lecz nie wiedzieliśmy co kupić. Weszliśmy całe obładowane ciuchami do przymierzalni. W końcu wybrałam top i drugi biały Potem zwykłe szorty  i drugie też. Po zrobionych zakupach w H&M'ie przeszliśmy do Reserved'u kupiłam tam spodnie do pracy i jakąś biżuterie. Wróciliśmy do domu. Całe torby rzuciliśmy na sofę w salonie.
-Pokażcie co kupiliście-przyszła Justyna
-A zobacz sama-Wiki podała jej torbę.
-Kupiliście mi coś? -przyszła Agata
-Z tym brzuchem to nie wiem czy się w coś zmieścisz-zaśmiałam się
-Ty, ty! Uważaj sobie. -uszczypnęła mnie
-Ałć..! -odsunęłam się
-Mogę tą bransoletkę? -zapytała Justyna, biorąc ją i zakładając na rękę. To była ta  która najbardziej mi się spodobała.
-Jak już masz na ręku to weź -powiedziałam
-Jej ona jest piękna! -cieszyła się
-Macie coś dla mnie? -sięgnęła po tą torebkę  ,  w której też była bransoletka. -Bierę! -zaśmiała się. Ja na to nic nie powiedziałam. Zostałam bez biżuterii
-My idziemy się spakować.-pociągnęła mnie wiki. Weszliśmy do pokoju.
-Co się z tobą dzieje? -zapytała wyciągając walizkę
-A co dawno się tak nie zachowywałam?
-Nie po raz pierwszy Cię widzę w takim stanie
-To jeśli widzisz mnie już po raz kolejny to powinnaś zrozumieć co mi dolega.
-Ostatnio się tak zachowywałaś jak kiedyś Patryk wyjechał do ciotki, a to były tylko dwa tygodnie. Pamiętasz?
-To była moja pierwsza miłość. Byłam głupia żeby się z nim związać
-A pamiętasz jak Krystian starał się o Ciebie a ty wybrałaś tego debila.
-Do dzisiaj jesteśmy przyjaciółmi. A Patryk.. Jest w "niby" więzieniu.
-Do dzisiaj to ty masz Marco, kochasz go prawda?-milczałam.-Wiem że za nim tęsknisz i chciałabyś żeby to on do ciebie wrócił ale ty jesteś taka że nie chcesz się do niego odzywać bo jeśli on się do Ciebie długo nie odzywa to ty już w ogóle. Marta, otrząśnij się i wróć do niego. On jest tym mężczyzną , na którego tak długo czekałaś. zakochał się w tobie od pierwszego wejrzenia, zaręczył się a ty mu mówisz że nie jesteś gotowa? Zrozum on dla Ciebie zrobi wszystko! Nawet wskoczy w ogień! -po długim czasie odpowiedziałam
-Zrozumiałam. To ja powinnam się odezwać. A skąd wiesz że od pierwszego wejrzenia?
-... No bo gadałam z Mario i to on mi wszystko wyśpiewał .
-Jak Cię zawiozę na lotnisko to pojadę do Marco i wszystko mu wytłumaczę. - miałam pełno łez w oczach
-I o to chodziło-przytuliła mnie do siebie
-Pakuj się-zaśmiałam się pod nosem.
-Spokojna twoja rozczochrana-rozczochrała mi włosy
-A idź ty tępo strzało! -rzuciłam się jej na głowę turlając ją po łóżku.

*Wieczór*

-Gotowa? -zapytałam przy wyjściu
-No już prawie.-zakładała buta na nogę idąc nie zauważyła moich szpilek potknęła się.
-Ups..-odwróciłam się do drzwi
-Zaraz wywalę te szpilki przez okno
-Przez drzwi będzie prędzej -parsknęłam śmiechem.
-Jedziemy.-wyszliśmy z domu, wsiedliśmy do auta.  Podczas jazdy śpiewałyśmy jak głupie.
-Ja chcę do Mario!
-Dobra-wykręciłam na drogę prowadzącą do domu Reusa. Dojechaliśmy na miejsce. Stanęliśmy przed drzwiami. Zadzwoniliśmy otworzył nam Mario
-Wiki!!-od razu ją spostrzegł i zaczęli się obściskiwać. A ja tylko oparłam się o ścianę, zakładając ręce na krzyż przy czym zdmuchnęłam grzywkę, która wpadła mi w oczy.
-O ty też jesteś?-zapytał po chwili Mario.
-Miły jesteś-sarkastycznie się uśmiechnęłam.-Już pożegnałaś się?-zapytałam, gdy ujrzałam Marco. Stanęłam jak wryta. Nie wiedziałam co powiedzieć, spanikowałam. -Je-jedziemy może ju-już? -jąkałam się.
-Co ty taka w gorącej wodzie kąpana? -zapytała-jeszcze z Marco się nie pożegnałam-przytuliła się do niego. -Teraz możemy jechać- powiedziała do mnie. -Papa-jeszcze zdążyła im pomachać za nim weszła do auta.
-Nawet nie dasz mi się z nimi pożegnać. -zdenerwowała się wiki
-Tam był Marco
-No i ? Dalej zawieź mnie na to lotnisko, bo samolot odleci. -ruszyliśmy.

         Wracałam już z lotniska, zaczęło szarpać samochodem gdy dochodziłam do 120 km/h  Byłam na takie drodze podobnej do autostrady lecz to była normalna trasa. Chciałam zwolnić ale gaz się zaciął a do tego zgasł i nie mogłam zatrzymać auta. Po paru próbach auto zatrzymało się na środku drogi chciałam wyjść i otworzyć maskę lecz pas mi to uniemożliwił. Usłyszałam tylko trzask i wszędzie mnóstwo szkła wraz z krwią....

*Oczami Mariusza*

    Jechałem z pracy już do domu ale ruch na tej trasie był gęsty, zobaczyłem jak jedzie karetka a później policja. Był korek bo zdarzył się wypadek , gdy zobaczyłem że to auto Marty, zaczęło mi skręcać żołądek i mocniej bić serce. Szybko wybiegłem z samochodu, rozpychając do o koła ludzi. Chciałem przejść przez tą taśmę lecz złapała mnie policja i nie umożliwiła mi wstępu.
-Niech pan zrozumie tam jest moja siostra! -krzyczałem
-Proszę się uspokoić, nic strasznego się nie stało.-byłem cały zdenerwowany i szybko przebiegłem do rozbitego auta. Wyciągnęli Martę, miała rozbitą głowę i wszędzie krew, wcale nie kontaktowała
-Marta! Marta! Proszę obudzić się! -szedłem koło noszy trzymając ją za rękę.-Wszystko będzie dobrze, obiecuję
-Przepraszam, ale pan nie mu tu wstępu.-policja mnie stąd wyciągała siłą
-Proszę mnie zostawić!-szarpałem się
-Nie mamy pewności że to twoja siostra-wyrzucili mnie
-A chrzańcie się! -wsiadłem do samochodu i podążałem za karetką.    Po dojechaniu na miejsce pobiegłem szybko do karetki w której była Marta
-Przepraszamy ale nie możemy pana wpuścić.-zamknęli drzwi -Prosimy niech pan poczeka.- Wszedłem do środka, szybko zadzwoniłem do Justyny. Noo.. obierz..
-Tak?
-Przyjedz z Tomkiem do szpitala
-A co się stało?! Wszystko w porządku?
-Nie, ale proszę Cię przyjedzcie tylko Agacie powiedzcie coś by się nie martwiła , bo dla niej zbyt stresujące jest to żeby tu przyjechała
-Adres? -podałem jej adres i czekałem na jakieś wieści na ten temat. Zaczepiałem różnych lekarzy lecz oni nie odpowiadali mi. po jakimś czasie przyjechała Justyna z Tomkiem.
-Możesz nam powiedzieć co się dzieje?!
-Nie krzycz. Uspokój się. Usiądź.-usiedliśmy razem
-Jechałem z pracy i zobaczyłem Marty auto całe potrzaskane a jak podbiegłem bliżej to ją wyciągnęli nawet nie wiem czy żywą.
-...To miała wypadek?-zapytał Tomek
-No raczej ?
- Wiadomo co z nią jest?-zapytała Justyna
-Nie, pytałem wszystkich lecz nie usłyszałem odpowiedzi
-Przepraszam-Justyna zaczepiła z jedną z pielęgniarek- Są jakieś wieści co z Martą Karolak?
-A kim pani dla niej jest?
-Bratową, chciałbym się dowiedzieć w jakim jest stanie.
-Proszę poczekać.-wyszła
-No i kicha. -usiadła na krześle. Pielęgniarka wróciła z doktorem. A my wszyscy wstaliśmy
-Możemy się dowiedzieć co z nią jest? -zapytałem
-Mogę tylko powiedzieć że trwa operacja więc powinniście zaczekać -westchnął
-Ile?-palnął Tomek
-Nie umiem określić na pewno trzy godziny góra.
-Dziękujemy-odszedł a my usiedliśmy z powrotem
-Trzeba zadzwonić do jej chłopaka
-A ona czasem z nim nie zerwała ?-zapytała Justyna
-Nie wiem ale trzeba go o tym poinformować-powiedziałem i wyszedłem na zewnątrz, zadzwoniłem do niego. Powiedziałem mu żeby jak najszybciej się zjawił. Czekałem chwile ale stwierdziłem że wrócę do środka. Po krótkim czasie wparował zdenerwowany Marco.
-Co się dzieje?!
-Marta miała wypadek
-Że co?
-To co usłyszałeś, musimy poczekać co najmniej trzy godziny by dowiedzieć czy przeżyje.-twarz mu zbladła. Usiadł na krześle, wyciągnął telefon jak za pewne napisał do kogoś sms'a
-A Wiki z nią jechała?-zapytał Tomek
-Ona wracała z lotniska zapewne a co się stało dokładniej to ja nie wiem. Wiem że ten ruch, korki to wszystko spowodowało ten wypadek
-Ale że aż tak?
-Nie wiem jakby się to stało.
   Przez cały czas Reus milczał siedział i tylko gapił się w podłogę. Justyna była podenerwowana i w skupieniu siedziała na krześle. Tomek bawił się palcami, przy czym mówił do któregoś w stylu " I co podskoczysz?" , "Na pewno nie bo masz za małe nogi hyhyhy" . On to ma poczucie humoru, jakby wiedział że wszystko będzie w porządku.    Godzina, po godzinie. czas leciał. A wiadomości o niej nie było. A z trzech godzin zrobiło się pięć...
________________________________________
No hej ;*
   No nie za ciekawie jest. ;q  Na moją myśl na pewno nie przeżyje ale może stać się cud. Nie wiem , ale na pewno dowiedzie się w następnych rozdziałach. ;D
   Buziaczki. ;**

czwartek, 5 czerwca 2014

Ogłoszenie!!

 
   Witam. ;*
 Moje czytelniczki jeśli jesteście zainteresowane moim życiem, lub chcecie się dowiedzieć o mnie więcej to zapraszam na bloga http://zakreconymojswiat.blogspot.com/  :D  Będę tam opisywać swoje przeżycia, co robiłam, będę dodawała śmieszne dialogi moich zakręconych braci. :D Dodam zdjęcia, które przedstawiają co robię. Nie obiecuję że dodam swoją twarz. Zobaczymy :D A teraz pozostawiam wam tego bloga. Uwielbiam się dzielić swoimi przeżyciami a ja sama w domu nie mam komu to opowiadać więc jeżeli jesteście zainteresowane to zaobserwujcie tego bloga, będę wam wdzięczna! :** Kocham was! <33
   Buziaczki ;***

PS: Podczas tego pisania wylałam herbatę na laptopa. łajza ze mnie. xd Spokojnie nic się nie stało. ;*

sobota, 31 maja 2014

Rozdział 29 Rozstanie, praca, impreza.

Ujrzałam ... Marco. Tak Marco. Szybko zrobiłam zakupy i wyszłam na zewnątrz. Chciałam żeby mnie nie widział lecz nie udało się
-Czego chcesz? - zapytałam
-porozmawiać
-Nie ma o czym.
-A nasz związek ?
-Musimy ze sobą zerwać. Ten związek nie ma przyszłości.
-Ale..
-Zrywam z Tobą Reus. -powiedziałam przez łzy. patrzyłam w jego oczy. Był rozczarowany. Obróciłam się i zobaczyłam że mojego psa nie ma. Ale jak się okazało że nie w tym miejscu go zostawiłam.
-Alex chodź idziemy do domu, bo Tomcio zaraz umrze- zaśmiałam się przez łzy. przez całą drogę myślałam o Marco. To było dobre wyjście z tej cholernej sytuacji. Żałuję trochę że to tak się zdarzyło. Ale trzeba żyć dalej i nie poddawać się.    Po powrocie do domu. Krzyknęłam
-Żelki przyszły! za trzy..dwie..jedn...-a przed moimi oczami stał Tomek
-Dasz? dasz?
-Dam , dam. -powiedziałam bez entuzjazmu
-Co jest?
-Nic.
-A gdzie ciastka?
-Zapomniałam-walnęłam się w czoło
-Zeby zapomnieć o najważniejszej rzeczy , której pragnę! bezczelność...
-Koniec? Już ? wystarczy ? -zdenerwowałam się , a nie powinnam. Chciał mnie rozśmieszyć.
-Przepraszam?
-To ja powinnam przeprosić. Idę do siebie.-pobiegłam z Alexem do sypialni. Położyłam się na łóżko a pies na moich plecach. Rozryczałam się jak małe dziecko. Przytuliłam się do psa i zasnęłam.

*Dwa dni później*

   Od tych dwóch dni Marco się nie odzywał. Ja się skupiłam na swoim życiu chodzę na treningi i na fitness. Od dzisiaj zaczynam pracę u Mariusza w firmie a raczej w naszej firmie. Jestem "panią za biurkiem" jak to mówi Tomek, on jest mechanikiem i robi przeglądy samochodów. A Mariusz jest całą głową tej firmy. Ja tak dokładniej będę robiła umowy i różne papierkowe sprawy dla klientów by mogli kupić swoje wybrane auto.
-Gotowa? -zapytał Mariusz
-Tak.-otworzył drzwi od mojego biura -łooo.. gościu.
-I jak?
-Normalnie, fajnie, przytulnie.
-A teraz się ubierz-podał mi torbę
-A co to?
-Jajeczko. Otwórz
-Oo.. Koszulka-przyłożyłam ją do swojego ciała
-Mam wyjść?
-No raczej-gdy wyszedł ubrałam koszulkę i usiadłam przy biurku -teraz możesz wejść!
-Jak ładnie! -zaśmiał się
-Bez przesady, to tylko ja, koszulka.. i biurko. -zaśmiałam się
-A teraz praca-uśmiechnął się i wyszedł. Posiedziałam chwilę aż do momentu przyjścia pierwszego klienta. Byłam zestresowana, ale jakoś dałam radę.
       Po pracy pojechałam na trening.
-Siema, chyba się nie spóźniłam-zaśmiałam się
-No Hejka, nie no trochę idź się przebierz i zaczynamy.-powiedziała Olivia. Pobiegłam do szatni, szybko się przebrałam. Nasz trening trwał półtorej godziny. Pożegnałam się z Olivią i Sarą. Na chodniku wypadł mi telefon podniosła go Eliza ???
-Coś Ci wypadło-trzymała w ręku mój iPhone, szybkim ruchem wyrwałam jej z dłoni
-Czego chcesz?
-Cię przeprosić
-Za co? Za to że mnie oszukałaś i chciałaś zepsuć mój związek z Marco? To gratulację bo właśnie Ci się to udało. -miałam pełno łez w oczach.
-Za wszystko, zachowałam się jak skończona idiotka...
-I taką pozostaniesz. -odeszłam od niej i powędrowałam do samochodu.
    W trakcie jazdy coś mi przerywało, zatrzymałam się na poboczu, otworzyłam maskę i zobaczyłam przecięty kabelek od akumulatora. Spróbowałam go trochę skleić i udało mi się. Bezpiecznie wróciłam do domu.
-Jak tam nowa praca?-zapytała Agata
-Całkiem dobrze po pracy pojechałam prosto na trening więc jestem późno
-A Tomek?
-Musiał zostać bo naprawia jakiemuś kolesiowi auto
-To ja prędzej usnę niż mam za nim czekać-zaśmiała się
-Padam na twarz. Branoc
-Nic nie zjesz?-zapytała mnie gdy byłam na schodach
-Nie, nie jestem głodna-poszłam do łazienki, odświeżyłam się. Położyłam się na łóżku wyciągnęła telefon i zaczęłam przeglądać instagrama, i różne stronki. Przyszedł do mnie Alex, wtuliłam się w niego i zasnęłam.

*Następnego dnia*

   Obudził mnie dzwoniący telefon
-Taak? -ziewnęłam
-Pani Karolak? Proszę pilnie przyjechać do pracy!
-Tomek... nie udał Ci się ten żart , słyszę Cię za drzwiami
-Uppss...-rozłączył się. Wszedł do mojego pokoju
-Która?
-Ósma. Ośle! Wstawaj!
-Jaki dziś dzień?
-Sobota.
-To czemu muszę iść do pracy?
-Bo... tak.
-What?? Mów z sensem.
-Przecież mówię, musimy iść do pracy.
-Nigdzie się nie wybieram, ja i moje łóżko spędzamy dziś swoje 3 miesiące, musimy to uczcić
-Przestań leniu! Do roboty!
-A idź... zbierać zimnioki na marchewkowym polu
-"Zimnioki" Wieśnioku! -nie wytrzymałam i rzuciłam w niego poduszką-Boliii! Agata! Marta mi rękę złamała! Poduszką! -wyszedł z pokoju.
-Wreście spokój..-przewróciłam się na bok później na drugi, nie mogłam usnąć. Zabije go! Wstałam i zeszłam na dół.
-Przez ciebie nie mogę się wyspać. Wrr...
-Ktoś tu prawą nogą wstał hyhyhy -zaśmiał się Tomek
-Jak już to lewą-spojrzałam się na niego
-Pomyliłem się...  nie obrażaj... no.
-Robisz śniadanie. Gofry z podwójną bitą śmietaną, soczek z pomarańczy i lattte! -rozkazałam
-A jak już to zrobię to nie będziesz się gniewać?
-Zobaczymy a teraz ruszaj swój tyłek i do roboty- położyłam się na kanapie i czekałam za swoim śniadaniem. Po paru minutach przyszło moje zamówienie.
-I jak smakuję? -cały czas przyglądał mi się Tomek
-Smakuję.
-Gniewasz się?
-Nie.
-To jedziemy do pracy?
-Jak zjem to pojedziemy.- Po skończonym posiłku, ubrałam się i ruszyłam z Tomkiem do pracy. Weszłam do swojego biura, położyłam nogi na biurko i podziwiałam swoje szpilki. Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę! -wszedł Mariusz- a to tylko ty-zaśmiałam się
-Widzę że Ci się nudzi to zrób tą ankietę -położył na stół stos kartek
-Powiedziałeś że "tą ankietę "
-Oj przejęzyczyłem się. Kilka ankiet. A i jeszcze jedno, kończymy dziś wcześniej może pójdziemy na jakąś imprezkę. -uśmiechnął się
-No pewka!
-Tylko zajmij się tymi ankietami. -wyszedł a ja zaczęłam wypełniać te wszystkie ankiety.
    Po skończonej pracy pojechaliśmy razem do domu. Dziś nie miałam treningu a fitness mam dopiero jutro.
Uszykowałam się  i ruszyliśmy zaliczyć klub w weekend! Bawiliśmy się w najlepsze, tylko znów przesadziłam z alkoholem. No i ciągnęli zwłoki do domu.
____________________________________________________
Siemanko ;**
 Dodaje rozdziała :D Taki z innej beczki. :) Jak miałam czas to przeznaczałam  to na pisanie rozdziała. ;D Wczoraj nie dodałam, Jak ino przyszłam ze szkoły to zrobiłam sobie trening z Chodakowską i pojechałam na spotkanie więc rozdział by był wczoraj ale brak czasu. ;q   To jest najgorsze. A dziś urodziny Marco <33 ;D    Buziaczki ;**

środa, 21 maja 2014

Rozdział 28 'Marco.. Ja nie jestem gotowa.'

*4 dni później*
*Oczami Marco*

   Marta zachowuje się dziś jakoś dziwnie. Nie zwraca na mnie uwagi, olewa mnie. Boli mnie to nawet nie wiem co jest grane, nigdy się tak nie zachowywała wobec mnie. Może się jej znudziłem albo ma jakieś problemy o których nie wiem.
Zapytałem ją gdy była przy drzwiach od naszego pokoju hotelarskiego
-Gdzie się wybierasz? odpowiesz mi czy nie? -bez odpowiedzi wyszła.

*Oczami Marty*

  Postanowiłam wybrać się na plaże. Usiadłam na kamieniu przy brzegu morza. Rozmyślałam na swoim życiem czy związać się z Marco na zawsze. Chciałam z kimś pogadać lecz nikogo nie chce obciążać swymi problemami. Jestem młoda mam przed sobą dużo czasu nie powinnam się związać z nim teraz, to powinno poczekać. Nie wiem czemu się zgodziłam pewnie dlatego że go mocno kocham. On już chce planować rodzinę a ja nie chcę zmarnować sobie życia jako kura domowa. Chcę zaszaleć czuć tą wolność, czerpać z życia jak najwięcej chwil. Mam 20 lat a czuję się jak nastolatka nie jestem gotowa na takie życie by mieć rodzinę, nie myślałam poważnie nad tym.
  Po rozmyśleniach wróciłam do pokoju.
-Powiesz mi w końcu dlaczego się do mnie nie odzywasz i znikasz nie wiadomo gdzie? - cisza- Martwię się o Ciebie Skarbie.
-Marco.. Ja nie jestem gotowa. - ściągnęłam pierścionek z palca i wręczyłam mu w dłoń. Z zapłakanymi oczyma wyszłam z pokoju. Marco wyszedł za mną
-Marta! Rozumiem, nie będę Cię zmuszać. Przepraszam
-To ja przepraszam. Do zobaczenia. -odeszłam. Za 2 dwie godziny mamy samolot, poszłam przejść się do Wiktorii. Gdy otworzyłam drzwi ujrzałam Wikę leżącą na Mario
-Ups.. chyba przeszkodziłam -miałam już zamiar wyjść
-Nie, nie przeszkadzasz- wstali na równe nogi- co się stało? -zapytała Wika gdy zobaczyła mnie zapłakaną
-Mam problem-usiadłam na krześle
-Mów co się dzieje
-Marco chce ze mną stworzyć rodzinę... ja nie jestem na to gotowa. Kocham go ale... Jestem za młoda żeby tak od razu być matką.
-Ale jak się zaręczysz to przecież możesz poczekać rok za ślubem
-Nie jestem pewna, chcę z tym wszystkim poczekać dwa..trzy.. góra cztery lata. Chcę się wyszaleć, rozumiecie mnie?
-Tak, rozumiemy-przytuliłam się do kuzynki
-Zraniłam go tymi słowami -rozpłakałam się
-Marco to twardy facet poradzi sobie. Nie martw się-powiedział Mario
-Idę się spakować-wstałam
-Poczekaj pójdę z tobą-razem z Wiką poszliśmy do mnie. Otworzyłam drzwi w pokoju był Marco
-Dobrze że jesteś... pogadajmy-popatrzał na mnie, a ja go ominęłam i wyciągnęłam walizkę. W tym momencie wszedł Mario
-Stary chodź , porozmawiamy -Marco wyszedł, a ja zabrałam się za wkładanie ubrań.

*Godzina póżniej*

   Jesteśmy wszyscy na lotnisku właśnie czekamy za samolotem.  Lewy próbował nas rozweselić nawet mu to wychodziło. Zaczepił jakąś małą dziewczynkę i skakali po tych ciemnych płytkach by nie dotknąć tych jaśniejszych. Po chwili wylądował samolot, weszliśmy do niego. Siedziałam z Marco bo nie miałam wyboru, od razu włożyłam w uszy słuchawki.
    Poczułam jak samolot zaczyna lądować, trzęsie się a stewardessa mówiła że mamy problem z lądowaniem. Coraz bardziej trzęsło, popatrzałam na Marco i krzyczałam -Marco ! nie zostawiaj mnie! Marco ! Kocham Cię!! -zaczęłam płakać.
  -Marta! Marta! - otworzyłam szeroko oczy
-Co się stało ? -zapytałam
-Wszystko jest w porządku-uśmiechnął się. Po chwili namysłu zrozumiałam że to mi się śniło. Z ulgą westchnęłam i oparłam się o siedzenie. Marco słyszała pewnie co krzyczałam. Ręce mi się trzęsły, otarłam łzy i dalej słuchałam muzyki ponownie już nie zasnęłam.
    Po paru godzinach wylądowaliśmy w Dortmundzie. Wszyscy pojechaliśmy do swych domów. Wiktoria powiedziała mi że jedzie do Mario. Ja raczej do swojego własnego domu powiedziałam Reusowi że dziś nie nocuję u niego, zrozumiał. Weszłam do domu była któraś w nocy położyłam się spać.

*Rano*

  Przy śniadaniu byliśmy wszyscy razem. Opowiadałam im co się działo w Hiszpanii. Oprócz tego że Marco się "Oświadczył" .
-Przyznasz że było fajnie -zapytała Agata
-Powiedzmy że tak. Nigdy nie byłam na takich wakacjach -przez chwile się uśmiechnęłam
-Od kiedy zaczynasz pracę? -zapytał Mariusz
-A od kiedy mogę?
-To zależy. Dokumenty , wszystko masz. To nie ma problemu możesz już od jutra
-Od jutra ? a może dasz mi czas?
-A co się dzieje?
-Nic, idę do siebie.-pobiegłam na piętro i zamknęłam się w pokoju. Cały czas myślę o tym co się wydarzyło. Na samą myśl o tym chce mi się płakać, Postanowiłam iść pograć w piłkę żeby się rozerwać. Zadzwoniłam po Mortiza.
-Hej. Masz chwilę ?
-Tak, mam a co się dzieje ?
-Nic, pograłbyś ze mną w nożną ?
-No nie ma sprawy
-To za 10 minut pod Iduną-rozłączyłam się. przebrałam się w sportowe ciuchy i wyszłam z domu. Po dotarciu na miejsce, czekałam chwilę za Leitnerem. Nawet bardzo długą chwilę.
-Przepraszam, ale jakoś nie mogłem z domu wyjść-zaśmiał się
-Bałagan?
-Nie, lepiej.
-Dziewczyna? -palnęłam
-Tak jakby -uśmiechnął się
-Taa? To gratuluję -wtuliłam się w niego -Jak ma na imię ?
-Pexi -odparł
-Czekaj, czekaj. a to nie imię dla psa?
-Tak, mam psa. Zakochałem się w niej- śmiałam się na głos- nie śmiej się. A ty nie zakochałaś się w Alexie ?
-Nie. Bo mam Marco...-mina mi zeszła
-Ej co jest? -popatrzył na mnie
-Nic.
-Przecież widzę
-Byliśmy w Hiszpanii (..) Oświadczył mi się ale ja nie jestem na to gotowa.
-To czemu przyjęłaś pierścionek ?
-Spanikowałam. Za bardzo go kocham.  Możemy już o tym nie gadać? Chciałabym o tym zapomnieć.
-Nie ma sprawy. Rozweselę cię. -zaśmiał się i zaczęliśmy grać w piłkę.
-Osioł, osioł! ślepy osioł ! -śmiałam się z niego
-A ty nie lepsza! Biegniesz, biegniesz gleba!
-To nie moja wina że podkładasz mi nogi!
-A ty jak chcesz odebrać mi piłkę to zakrywasz mi ręką oczy! -śmiał się
-A ty...-nie dokończyłam bo w tym momencie zadzwonił mi telefon. Na ekranie pojawiło się zdjęcie Marco, zignorowałam połączenie
-Czemu nie odbierzesz ?
-Bo nie chcę z nim gadać?
-Kochasz go tak? To czemu go unikasz?
-Bo chcę sobie to wszystko przemyśleć, a jak go widzę to nie mogę przestać o tym myśleć.

*Dwie godziny później*

   Gdy przekroczyłam próg to Tomek zauważając mnie kleknął prze de mną
-Co ty wyprawiasz?
-Pomóż mi...
-Dalej mów
-Skończyły się żelki - zrobił maślane oczy
-I to chciałeś mi powiedzieć ?
-No i ciastka też -wyszczerzył się
-Gdzie Alex?
-U Ciebie w sypialni
-Puścisz mnie?
-A pójdziesz do sklepu?
-Mam inne wyjście?
-No raczej nie. -puścił mnie. Założyłam smycz psu i ruszyłam w stronę hipermarketu. Zostawiłam Alexa na zewnątrz sklepu ponieważ nie można brać ich ze sobą.  Kiedy byłam przy kasie zaleciał znajomy mi zapach, który przypomniał wszystkie moje wspomnienia odwróciłam się i ujrzałam...
____________________________________________________________
Helołka! ;**
   Długo mnie nie było. Mam jedno wytłumaczenie "Brak czasu" inaczej brak organizacji. A tu to a tu tam to i nie ma kiedy co i jak zrobić. przepraszam i postanowię się poprawić :D A więc Marta ma dylemat. Skończyłam na tym momencie w którym wszyscy są ciekawi kto to. :D Dowiecie się w następnym rozdziale, który nie wiem kiedy będzie. :D Mam dużo do powiedzenia lecz nie chce mi się pisać. xD
                     Papatki. ;***


piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział 27 Ukradziony sprzęt i zaskakujący Marco


    Wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie w bufecie, postanowiliśmy spędzić cały ranek w basenie pod hotelem. Tak więc zrobiliśmy, leżymy na leżakach.

-Coś tu cicho-powiedział Robert 
-I dobrze-powiedziałam 
-Trzeba coś zrobić-powiedział Mario, chłopacy popatrzeli się na siebie i wyszli. Po chwili przyszli chłopacy Robert z magnetofonem pod pachą, Mario z mikrofonem a Marco z głośnikiem. 
-Mamy bumboksik- za cieszył się lewy
-I karaoke- wyszczerzył się Mario 
-Po co karaoke jeżeli nie umiecie śpiewać-powiedziałam 
-Umiemy!-krzyknęli razem
-A tak w ogóle skąd macie ten cały zestaw? -zapytała Ania
-Yyy..ee.. no tam z magazynu.. 
-Zaczynamy śpiewać huehue -zaśmiali się i zaczęli śpiewać. Nam już uszy odpadły od nie całej minuty a mózg się zlasował. Ale założyliśmy słuchawki więc ich dobrze nie słyszeliśmy.
-And all the other boys, try to chase me, but here's my number, so call me, maybe? -śpiewali... a za razem piszczeli. Ta cała szopka odgrywana była nad basenem a raczej koło basenu, tylko mały ruch i wszystko wpadnie do wody. 
-Ej chłopacy! mam drinki, mam drin...-nie dokończył bo przewrócił się o kabel a cała "scena" wleciała do wody, tak to Marco się wywalił. 
-Gdzie jest moje radio! -krzyczał ktoś z recepcji 
-Eee.. kogo był  ten sprzęt? -zapytał lewy chłopaków 
-Nie wiem, ale zwiewajmy stąd!- krzyknął Mario i razem uciekli. 

    *W południe* 

     Po basenie poszliśmy do restauracji na obiad. Usiedliśmy i zamówiliśmy dania oprócz Mario i Roberta
-Zamawiam to... albo nie to!- Lewy nie mógł się zdecydować, a obok stał znudzony kelner
-A ja wezmę to... ale ja nie lubię oliwek... Robert jak myślisz wziąć z oliwkami czy może jednak z czyś innym?-zapytał Mario przysuwając się do lewego
-Jeny Mario ja sam się nie mogę zdecydować a co bardziej tobie doradzać-zajęczał Lewandowski
-To ty Wiki doradź mi co mam wziąć-przysunął się do niej- Bo ten cymbał nie chcę mi pomóc-powiedział
-Co tam marudzisz Goetze?
-Nie po nazwisku LEWANDOWSKI ! -powiedział głośniej
-No dobra weź to z oliwkami i przestań gadać bo zlecą się-powiedział szeptem
-A jednak-zaśmiał się- To ja poproszę to... i dodatek z oliwkami- powiedział Mario
-Ty się w końcu zdecydowałeś ? -zapytała Ania swojego męża
-Nie, jeszcze nie... albo tak, tak. poproszę to.. to... i to-pokazywał coś na ulotce kelnerowi i odszedł
-Jesteśmy o pół godziny do tyłu- powiedziałam
-A to czemu ? -zapytali równo chłopacy
-Przez wasze zamówienia-zaśmiałam się
-Może i tak.- Nasze zamówienia przyniosła kelnerka, nawet bardzo ładna kelnerka. Marco wpatrzył się w nią jakby nic po za nią nie widział. Lewy z Mario też się zapatrzyli ale oni to tam chwila moment i im przejdzie a Marco a ni okiem nie drgnął. Wzięłam go popchnęłam lekko
-Marco do cholery co ty wyprawiasz ? -zapytałam zdziwiona jego zachowaniem
-Aaa..Ee.. Co?
-To do jasnej..
-Kochanie, wiesz że Cię tylko kocham...-wstałam a on złapał mnie za rękę
-Wiesz co ... Nie słowa lecz czyny są dowodem prawdziwej miłości- puściłam mu dłoń i wyszłam z budynku. Błąkałam się uliczkami Hiszpanii, stwierdziłam by pójść na plażę. Tak i też zrobiłam. Siedziałam na suchym piasku patrząc się w morzę rozmyślając całą tą akcję w restauracji. Czyżby zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia czy co do Kur**y nędzy. A może Znudziłam się mu i te durne słowa, które mi mówi są po to żeby mnie nie stracił czy jak? Nie rozumiem. Po przemyśleniu tego poszłam do hotelu. Ja miałam klucz więc Marco nie wejdzie i też dobrze. Całe południe spędziłam w pokoju jedynie co były dziewczyny i troszkę porozmawiałyśmy ale to tylko chwilowe. Powiedziały tylko że mam przyjść wieczorem na plaże, nie chciało mi się ale jednak postanowiłam tam iść. Przez ten czas leżałam na łóżku, przeglądałam zdjęcia i jednocześnie spływały mi łzy po policzku. Na tych zdjęciach byłam ja, Marco, Moritz i inni. Przypomniał mi się wściekły Azor. przez łzy się zaśmiałam. Przeglądałam fejsa i natknęłam się na zdjęcia moje i Marco, jeszcze do tego stworzyli stronkę o mnie. No to będę "Sławna". Poszłam do łazienki wzięłam prysznic, ubrałam się  umalowałam i poszłam w umówione miejsce.
   Ten widok mnie zdziwił , był stolik z krzesłami z jakimiś daniami, świecami i porozsypywanymi  płatkami róż. Moim oczom ukazał się tam Marco.
-Już myślałem że nie przyjdziesz
-Ale miały być dziewczyny i... To było zaplanowane ?
-Takk.. Ale inaczej byś nie przyszła, wiem że jesteś na mnie zła. chciałem  Ci to wszystko wytłumaczyć, wtedy to ja myślałem o takiej jednej rzeczy, którą Ci dam ale to potem. A ona akurat była na przeciwko mnie a ja się w nią lampiłem jak głupek, bo byłem zestresowany tą całą kolacją która teraz jest.
-To tyle ? -zapytałam
-Tak a teraz jemy-usiedliśmy do stolika i zajadaliśmy się spaghetti przy zachodzie słońca, była przyjemna atmosfera. Ja i on razem... po prostu idealnie.
-Nie jesteś na mnie zła ? -zapytał po chwili
-Nie, to co dla mnie teraz zrobiłeś to mnie uwiodło-zaśmiałam się
-Chcę Ci coś dać... Albo i wręczyć ale chodźmy  dalej na plażę- mówił zestresowany. Poszliśmy dalej i przy tym zachodzie słońca uklęknął przede mną po czym powiedział -Wyjdziesz za mnie ? -otworzył pudełko  w którym znajdował się pierścionek, po chwili namysłu odpowiedziałam
-Oczywiście że TAK! -a on założył mi pierścionek na palec a ja się w jego mocno wtuliłam i pocałowałam  
-Brawo, brawo! - z kryjówki wyszła nasza ekipa klaskając
-I wy wszystko widzieliście ? -zapytałam oszołomiona
-Taakkk! takiej okazji nie mogliśmy przegapić- powiedzieli na co my się zaśmialiśmy
-Gratulację! Rojsowie -zaśmiał się lewy, zrobiliśmy zbiorowego misiaka.
-Kocham was wszystkich, głupole-powiedziałam na co oni bardziej nas ścisnęli
-Ej ale teraz na poważnie... nie zostało wam coś po kolacji bo zgłodnieliśmy-powiedział Mario z Robertem podchodząc do stolika
-Żarłoki-zaśmiałam się
-Też was kochamy-odpowiedzieli z daleka
Po całym dniu poszliśmy do swoich pokoi. Spać.
_________________________________________________________
Łoo..Hooo..hoo.. :D Siemka.
 Nie spodziewałam się tego ale spodoba wam się. :D a za razem będziecie zdziwieni zgaduję. :D
Co tu więcej powiedzieć.. ;) Dodaję dziś w piątek w nocy.. dodatkowy rozdział. :) Nadrobić muszę :D
  Dziękuję wszystkim moim czytelniczką że to czytają! <3 :D tyle... komentarzy mam że uhuhuhu. :D
Po prosu dziękuję <3! i idę spać. xD Papatki :*

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 26 Zakład, Ganagam Style na plaży i romantyczny wieczór.


 Następnego pięknego słonecznego dnia obudziłam się w ramionach mojego ukochanego, który spał. Ale jednak nie byłam tego pewna więc jeździłam palcem po jego klatce piersiowej.
-Witam Cię kochanie - obudził się
-Noo hej -czule go pocałowałam
-Idziemy na śniadanko ? -zaśmiał się
-To chodźmy- wstałam -Ja pierwsza zajmuję łazienkę -pobiegłam
-Nie bo ja-biegł za mną
-Właśnie że ja-zamknęłam drzwi przed jego nosem
-Ejjj! otwieraj ! -pukał
-Ja się szybciej uszykuję niż ty jeśli mam czekać na swoją kolej
-A założymy się? Jeżeli nie wyjdziesz po 20 minutach będziesz musiała zatańczyć Ganagam Style na plaży
-Chyba ogłupiałeś ! - zaśmiałam się pod nosem
-Nie kochanie- Szybko wzięłam prysznic, ubrałam się  Szybko wysuszyłam włosy, umyłam zęby. Wyszłam
-Oj Kotku... Życzę Ci powodzenia przy tańczeniu-wysłał mi uśmiech, wchodząc do łazienki
-Pokaż ile przesiedziałam-podeszłam do niego
-Tyle-pokazał, zajęło mi to 24 minuty
-Te 4 minuty byś mi darował
-Zakład to zakład skarbie -zamknął drzwi, ja w tym czasie uszykowałam torbę do której spakowałam ręczniki, krem, wodę i okulary przeciwsłoneczne.
-Idziemy na śniadanie ? -zapytał
-No a jakby nie inaczej -odpowiedziałam i poszliśmy na śniadanie, torbę zostawiłam w pokoju wzięliśmy tylko klucz. Przy bufecie byli Lewandowscy potem Mario z Wika. później podeszliśmy do stolika.
-Po śniadaniu idziemy na plażę - oznajmiłam
-będziesz musiała zatańczyć - szturchnął mnie Marco na co ja tylko przewróciłam oczami
-Co takiego ? - zapytał Robert
-Dziś rano założyliśmy się jak długo będę w łazience, musiałam być 20 minut a byłam 24 no i muszę zatańczyć Ganagam Style - powiedziałam, na co oni się zaśmiali. Po śniadaniu poszliśmy po torbę i udaliśmy się wszyscy razem na plażę. Ja z Wiktorią i Anią leżymy na leżakach i opalamy się a chłopacy pływają.
-Wiki zakochana jest w Mario - śmiałam się z niej
-Marta! Cicho leż -też się śmiała
-Uuu.. Wiki - Ania również się śmiała
-My tylko kumple
-Taak, taak jasne a potem okaże się że będziecie parą - powiedziałam
-Marta! - Wiki leżąc obok zepchnęła mnie
-Głupia! - popchnęłam ją śmiejąc się, wstałam i dalej leżałam.
-Baaam! - przyleciał Marco łapiąc mnie od tyłu zaczął gilgotać
-Ała! walnęłam się , to przez Ciebie - zaśmiałam się
-Musisz zatańczyć - położył się na mnie
-No na pewno już lecę - powiedziałam ironią
-Tańcz bo zacznę Cie gilgotać
-No dobra, dobra - wstałam, Wiktoria puściła piosenkę a ja zaczęłam tańczyć. Kiedy skończyłam jacyś inni ludzie klaskali. Potem przybiegła do mnie ekipa czyli  boscy Lewandowscy, Wiki, Mario i Marco. Razem tańczyliśmy. Po skończonym teatrzyku wszyscy razem wskoczyliśmy do morza, przy czym się śmiejąc i pryskać wodą. I tak całe południe spędziliśmy na plaży. Przyszliśmy dopiero na kolację do hotelu. Było prawie przed 18 więc zdążyliśmy. Po zjedzeniu posiłku poszłam z Marco na wieczorny spacer po plaży. Było przyjemnie, romantycznie i ten zachód słońca. Szliśmy brzegiem morza po mokrym piasku, trzymając się za ręce.
-Jak tu jest pięknie..-westchnęłam
-Ty jesteś tą szczegółową atrakcją na całej tej wyspie-powiedział
-HA HA na pewno. -objął mnie
-I bardzo przyciągającą atrakcją-przyciągając mnie do siebie wymruczał mi do ucha
-Ty też pysiaczku-pocałowałam go a on złapał mnie i wrzucił do wody -Ty wariacje! Utopisz mnie! -krzyczałam
-Nie bój żaby- zanurzył mnie pod wodę, po wynurzeniu oplotłam go rękoma na szyi patrząc mu w oczy
-Jesteś nie normalny-zaśmiałam się
-A ty za to jesteś normalna- śmialiśmy się a potem całowaliśmy aż do momentu przyjścia fali, to była barrrdzo duża fala, która nas wypchnęła na ląd. Leżałam na Marco, który zaczął mnie całować a potem przerzucił na drugi bok. Zaś ja wzięłam go pociągnęłam za rękę
-Chodźmy już do hotelu, spać mi się chce-zaśmiałam się
-A co tam będziemy robić ? -zapytał się cwaniacko uśmiechając
-Zboczuch.. to co będziesz chciał to będziesz miał-zaśmiałam się
-Czyli Cię?
-No jasne-złapał mnie za rękę i poszliśmy do hotelu. Za nim przekroczyłam próg Marco oparł mnie o ścianę i całował. Potem położył mnie na łóżku. Spędziliśmy ze sobą upojną noc.
_________________________________________________________
Hejka. :)
  Krótki tak wiem. ;q Nie miałam czasu żeby w ogóle coś dodać , święta i te sprawy. :D Może w następnym rozdziale będzie coś ciekawszego lub odrobinę mniej romantycznego czy cokolwiek  jeszcze :D
 A może lubicie takie cuś romantyczne. :D jeśli tak to fajnie się składa bo ja też lubię romantyczne.. i ten teges :D
Dziś poczułam lato normalnie cały dzień w spodenkach i koszulce :D ładny dzień był oby tak było przez ten tydzień bo mam wolne hyhyhy :D Dobra nie zanudzam. :D Pozdrowionka <3
  A i jeszcze jedno ... lub dwa . xd
Może parę osób jest chętne poczytać moje wypociny :D jak tak to zapraszam. :) http://www.marzeniamarzeniami.blogspot.com/
  A ta druga sprawa :D Dziękuje bardzo za dwa komentarze pod przedostatnim postem. :D nawet nie wiecie jak się cieszę że ktoś to w ogóle czyta. :D Buziaczki :* :* Dobranoc. xD jest 00:55 hyhyhy.xd 

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 25 Wyjazd do Hiszpanii nadal aktualny :)


  Klęcząc przede mną udowadniał mi że między Elizą a nim nic nie było.
-Marco, ja nie wiem czy mam Ci uwierzyć. - łzy spływały mi po policzkach
-Kochanie..-oplótł rękoma moje nogi
-Dasz mi chwilę czasu, w sensie na to żebym sobie to wszystko przemyślała?-spojrzałam mu w oczy
-Dobrze.Będę czekał tak długo tyle ile będziesz chciała nawet całą wieczność-pocałował mnie na pożegnanie i wyszedł. Położyłam się na łóżku, rozmyślałam czemu Eliza mi to zrobiła? Zazdrości mi że mam chłopaka piłkarza? w sumie nie dziwie się, takiego przystojnego i kochanego faceta nie ma nigdzie. Byliśmy prawie przyjaciółkami a tu proszę, teraz wiadomo kto kim jest i co się za nim kryje. Jedna rzecz mnie męczy,skąd ona miała numer telefonu Marco? Szybko ubrałam buty i pojechałam do Olivii.
-Hej, mam pytanie -otworzyła mi drzwi
-No hej jakie ? 
-Wiesz coś na temat Elizy?- a ona rozejrzała się do o koła domu wytykając głowę przez drzwi i wpuściła mnie do środka, usiedliśmy w salonie 
-Wiem tylko że jak był trening, ona wzięła twój telefon i go prze szpiegowała a ty gadałaś z Sarą. Ona nie jest moją przyjaciółką, ja jej nie ufam i żałuję że nie powiedziałam Ci tego wcześniej bo teraz masz same kłopoty i to prze ze mnie.
-Nie przez Ciebie tylko przez Elizę, dalej jedziemy do niej-powiedziałam. Pukałyśmy, kopaliśmy w drzwi ale nie chciała otworzyć
-Wiem  że tam jesteś! otwieraj! - krzyczałam zdenerwowana
-Co chcecie? - otworzyła trzymając telefon w dłoni ja spojrzałam na jej dłoń i wpadłam na wspaniały pomysł, szybkim ruchem zabrałam jej telefon
-Olivia łap!-rzuciłam jej telefon a ona biegła gdzie tylko mogła potem rzuciła mi żeby Eliza nie zabrała, zamknęłam się w samochodzie razem z telefonem. Usunęłam numer Marco a zarazem przeczytałam smsy. Dużo ich nie było, Marco mówił prawdę że ona do niego ciągle piszę. Jeden był od Marco "Odwal się ode mnie, Mam swoją ukochaną dziewczynę. Nie zdradziłbym jej! Bo ją bardzo kocham!" Teraz uświadomiłam sobie że Marco kocha mnie na poważnie, Nie tak jak Patryk.  Pousuwałam wszystkie jej sms'y i kontakty z telefonu żeby miała za swoje. Wyszłam z auta
-Masz ten swój zakichany telefon!- rzuciłam w nią- a i jeszcze jedno- cofnęłam się, Spoliczkowałam ją z całej siły- To za to że mnie oszukałaś! Marco jest mój i wyłącznie mój! Masz się nie wpierd*lać w nasz związek bo pożałujesz!- wykrzyczałam się i odjechałam razem z Olivią. Cała w emocjach siedziałam u Olivii w domu.
 
              *Godzina później*

   Podjechałam pod dom mojego chłopaka, weszłam do środka bo miałam klucze. Jak na razie nikogo nie było
-Marco?! jesteś?! - a on schodził z góry zapinając pasek u spodni był bez koszulki
-Nie denerwuj się ja tylko brałem prysznic- uniósł ręce do góry
-Chcę Cię przeprosić, wiem że mnie nie zdradziłeś to Eliza wszystko sobie ubzdurała.
-Nie musisz przepraszać-podszedł do mnie patrząc mi się w oczy, aż mi nogi zmiękły *.*- Kocham Cię! Najbardziej na świecie! -przytulił mnie do swojej umięśnionej klatki piersiowej uniósł mój podbródek i namiętnie pocałował
-Wiem Marco-uśmiechnęłam się patrząc w jego oczy - muszę Ci coś opowiedzieć- zaśmiałam się pociągając go za rękę do sypialni
-Co takiego? -zapytał zdziwiony, siedzieliśmy na łóżku a ja opowiedziałam mu co zrobiłam Elizie. - Ty to jesteś- pocałował  mnie.
-Jaka? kotku dokończ-zaśmiałam się
-Wariatka, kochana, piękna, szalona, i jesteś moją najukochańszą kobietą na Ziemi-pocałował mnie
-Nie słodź tak bo mnie zemdli - zaśmiałam się
-Będziemy rzygać tęczą błee-również się zaśmiał, leżeliśmy na łóżku
-Kocham Cię ty mój wariacie! - pocałowałam go
-Ja Ciebie najbardziej-całował mnie
-Wyjazd nadal aktualny?-uśmiechnęłam się
-Tak, a wiesz która jest godzina?
-Nie, ale już się boję-zaśmiałam się
-Jest 10 w nocy a my jutro o 6 mamy samolot
-O nie - złapałam się za głowę-czemu tak wcześnie?
-Innym nie było
-Ja muszę jechać do domu wszystko przyszykować, Aleksa ...
-Ciiii... Wszystko jest załatwione tylko trzeba iść spać -przytulił się do mnie
-Na pewno? A Robert ?
-Oni wiedzą będą jutro już na lotnisku a teraz idźmy spać - wtulił się we mnie i razem usnęliśmy

*Następnego dnia*

  Obudził mnie czyiś dotyk jakby w uchu ? O.o Szybkim ruchem podniosłam głowę.
-No w końcu się obudziłaś-powiedział Robert a obok niego Ania
-Kto mi w uchu grzebał? -zdziwiłam, łapiąc się za ucho
-Nie no skąd że- tłumaczył się Robert
-Która godzina ..? czy my czasem nie zaspaliśmy ? -wstałam
-Nie, mamy jeszcze pół godziny-powiedziała Ania
-Przyszliśmy wcześnie żebyście nie zaspali-powiedział
-Co zrobić z Marco ? -zapytała Ania, spojrzeliśmy się na niego chrapał i zwisała mu ręka
-Dajcie chwile-poszłam do łazienki wzięłam pastę do zębów posmarowałam mu tym twarz, posypałam brokatem z szafki. Potem włączyłam budzik na moim Iphonie rozgłosiłam na cały regulator, przyłożyłam mu do ucha, delikatnie okleiłam taśmą i czekaliśmy minutę jak się włączy budzik. Marco wyleciał jak oparzony przy czym krzyczał i biegał po całym pokoju
-Zostawcie mnie! Ja jestem bezpieczny! - przez cały czas miał zamknięte oczy kiedy otworzył i nas ujrzał od razu się uspokoił i zdjął telefon z ucha. My z niego nie wyrabialiśmy, lewy ze śmiechu leżał na podłodze łapiąc się za brzuch. Ania podobnie a ja oparta o drzwi nie wyrabiałam z niego. -Kto to zrobił ? - zapytał po czasie namysłu
-No na pewno nie ja-zaśmiałam się
-Dobrze wiem że to ty, wariatko- zaśmiał się-nie będę Ci robił krzywdy-westchnął
-Mamy mało czasu idź pierwszy do łazienki-wepchnęłam go do pomieszczenia, zamknęłam drzwi- Za trzy.. dwie..jedną.. -było słychać krzyk Marco raczej pisk ,Robert to normalnie nie wyrabiał ja podobnie z Anią.
-Co to ma być? -wyszedł z łazienki
-Mówię Ci kotku że mamy mało czasu-ponownie go wepchnęłam.Marudził przez chwile w łazience
-Zejdźmy na dół -powiedziałam i razem wszyscy poszliśmy- poczekacie chwilę a ja skorzystam z łazienki
-Nie ma sprawy-poszłam do niej, wzięłam prysznic, ułożyłam włosy, umalowałam i ubrałam się. Wyszłam
-Ja jestem gotowa- Marco schodził z góry i o mało co się wywalił patrząc na mnie
-Wow! Pięknie wyglądasz-pocałował mnie
-Ty też-uśmiechnęłam się, w salonie czekali na nas Lewandowscy a potem przyszła Wiktoria z Mario razem z walizkami + moją. Zamówiliśmy dwie taksówki ponieważ bym się w jednej nie zmieścili. Pojechaliśmy na lotnisko, daliśmy bilety i mogliśmy już lecieć. Wsiedliśmy do samolotu Ja siedziałam z Marco obok nas Wiktoria z Mario a za nami Ania z Robertem. Przez cały lot spałam na ramieniu Marco. wylądowaliśmy po 3 godzinach. Wzięliśmy walizki  i znów zamówiliśmy taksówkę, Hiszpańską taksówkę. Podjechaliśmy pod wielki Hotel. Zamówiliśmy pokoje Każdy miał swoją parę. Ja z Marco poszliśmy do swojego pokoju. Kiedy otworzyłam drzwi zachwycił mnie widok z balkonu, oparłam się o balustradę, Marco przytulił mnie od tyłu
-I jak Ci się podoba?
-Bardzo mi się tu podoba!-obróciłam się w niego wtulając
-Chodźmy do tamtych, ciekawa jestem jak mają-złapałam go za rękę a Marco tylko westchnął.
___________________________________________________________________
Siemka :D
 Jednak są razem :D Nie spodziewałam się tego no ale, może wam się spodobać :D
Ten pomysł z budzeniem Marty tam powyżej to wzięłam od Tomka bo musiałam z nim spać a Rano do szkoły miałam i nie chciało mi się wstać a Tomek wsadził mi palca w ucho.xd Debil jeden :D Albo łokieć wystawił a ja się okiem w niego walnęłam :D Albo wczoraj w nocy piłka mi wystrzeliła :D ja śpię z Tomkiem oczywiście Tomek momentalnie usnął a Mariusz siedział na drugim łóżku pisząc sms'a i do tego marudząc, Ja leżałam na łóżku chciałam usnąć a tu piłka zrobiła takie bum! Mariusz przestraszony ucichł potem powiedział ''Co to było ? " Ja poszłam zaświecić światło, powiedziałam " To tylko piłka pękła" A Mariusz dyszy i mówi "Zawału bym dostał" xD Piłka pękła dlatego że za mocno napompowałam i szwy pękły a ja ją w domu jeszcze zostawiłam a w pokoju było ciepło więc piłka wybuchła :D szkoda mi piłki ;c xd.
  Dziękuję za komentarz od Fanka Borussii :) na pewno przeczytam twojego bloga tylko jak znajdę czas :)
No to do następnego rozdziału :D Papatki <3

niedziela, 30 marca 2014

Rozdział 24 "Nie spodziewałam się tego po niej"

Tydzień później

    Była u Marco jego siostra i zabrała Nico. Ja się za mocno do niego przywiązałam. Jutro mamy samolot do Hiszpanii. Mario wczorajszego dnia przyleciał do Dortmundu. Jutro już wylatujemy na wyspy Karaibskie , czyli ja, Marco, Robert, Ania,Mario i Wiktoria. Jestem u siebie w domu, aktualnie siedzimy u mnie w pokoju i oglądamy horror, leżąc na łóżku. Dla nas horror jest śmieszny, ponieważ zamiast się bać to my się wygłupiamy.
-Marta.. leci! - ja otworzyłam buzie a ona mi wrzuciła krakersa
-Teraz twoja kolej - zrobiłam to samo co ona
-Ja sama, ja sama - odsunęła się, zamiast rzucić do buzi to przeleciało jej za głowę. Spróbowała jeszcze raz ale ten sam błąd. Od tego rzucania, spojrzeliśmy się na podłogę a tam porozrzucane krakersy, zaczęliśmy się śmiać
-Aleks!! - zawołałam psa, przyszedł - jedz to! - rozkazałam psu, potem wsadziłam mu jednego po czym wszystko wrąbał. My się z niego śmialiśmy
-Pies odkurzacz- zaśmiała się Wiktoria
-A jakby nie inaczej!- śmialiśmy się
-Marta! Pomocy! - krzyczał z dołu Tomek
-Co jest? Pali się czy co ? - byłam już na schodach
-Gorzej..! - leżał na kanapie - Przynieś czipsy bo mi brakło
-A ten co ? -zapytała Wiktoria
-Musimy iść po czipsy, bo temu brakło.. Chodź idziemy do sklepu- wzięłam Aleksa na smycz i wyszliśmy z domu. Do sklepu mieliśmy jedyne 300m więc nie było tak źle. Idąc chodnikiem, zepchnęłam Wiktorie w krzaki i szybko pobiegłam do przodu
-Ałaa! Idiotko po co to zrobiłaś ? - wstała i biegła za mną
-Bo mi przeszkadzasz - zaśmiałam się
-A jak idzie koło Ciebie Marco to go nie spychasz ? a mnie tak ?
-Ej to jest inna sprawa
-Aha, czyli ty mnie nie kochasz ? - udawała że się obraziła
-Ej no ja Ciebie też kocham
-...
-Nie obrażaj się
-..
-Jesteś moją rodziną Ciebie kocham bardziej- śmiałam się
-Założymy się że jak będziesz szła z Marco i jak będzie chciał Cię przytulić to ty go zepchniesz do krzaków
-Na to się nie zgadzam
-To obrażę się...
-Okej, ale potem mu powiem że to zakład
-Pasi - przybiliśmy piątkę. Byliśmy już w sklepie kupiliśmy gigantyczne paczki czipsów do Tomka i dla siebie małą butelkę wody. siedzieliśmy pod sklepem, dawałam pić psu. Było bardzo gorąco.
-Jesteśmy żulami pod sklepem
-To nie Polska - zaśmiałam się
-No raczej- zatrzymało się jakieś auto
-A wy co tu robicie ? -Zapytał Mario
-My chcieliśmy zapytać was oto samo - zaśmialiśmy się
-Ja z Mario byliśmy u Lewandowskich
-A my przyszliśmy do sklepu po czipsy dla Tomka- podniosłam torbę do góry
-Wchodźcie to was podwieziemy - powiedział Marco
-To w takim razie wejdziecie do nas na kawę - powiedziałam z uśmiechem
-Jak musimy- zaśmiali się. A my weszliśmy do samochodu. Ten kawałek podjechaliśmy pod mój dom, weszliśmy do środka a Tomek krzyknął
-Jesteś w końcu, mój brzusio czekał na.. - uciął jak weszliśmy wszyscy razem
-Co chciałeś dokończyć ? - rzuciłam mu torby z czipsami
-Już nic- przywitał się z chłopakami i zaczęli rozmowę. A my w tym czasie poszliśmy zrobić kawę
-Ciekawa jestem co im Tomek będzie gadał- zaśmiałam się
-Na pewno coś czego oni nie rozumieją- wzięliśmy kubki z kawą i poszliśmy do salonu. Gadaliśmy co nam przyszło na język, Tomek dogaduję się z nimi nie pomyślała bym że od razu załapią ze sobą kontakt, a tu proszę normalnie jak prawdziwi kumple. Po jakimś czasie weszła Justyna z Mariuszem. Oni gadali ze sobą a ja z Wiktorią i Justyną poszliśmy uszykować walizki.
-Jak długo będziecie w Hiszpanii ? - zapytała Justyna
-Tydzień- powiedziałam pakując ciuchy do walizki
-A jutro o 6 wylatujemy- powiedziała Wiktoria wykonując ta samą rzecz co ja
-Ile ty tego pakujesz ? - obróciłam się
-Tyle ile trzeba- upychała swoim tyłkiem walizkę na łóżku
-Wiki, oszalałaś! - zaśmiała się Justyna
-Popieram, może jeszcze szafę tam zmieścimy, poczekaj- próbowałam podnieść szafę
-Nie, nie trzeba- śmialiśmy się. Uszykowane walizki postawiliśmy koło łóżka, zeszliśmy na dół. Jak na moje oko chłopacy zaparli kontakt z moimi braćmi, nie ogarniętymi braćmi.
-Gdzie jest Agata? - zapytałam, brakiem jej obecności
-Śpi - powiedziała Justyna
-A już myślałam że coś jej się stało- westchnęłam
-Może pojedziemy gdzieś?- ja odciągnęłam chłopaków od mych braci i wyszliśmy z domu. Wszyscy razem pojechaliśmy do domu Marco. Od razu z nim poszłam do sypialni a Mario z Wiktorią zostali na dole.
-pakujemy się.. - westchnął Marco wyciągając walizkę
-Raczej ty Zaczął pakować swoje kosmetyki w łazience-Kotku ile ty tego bierzesz?
-Tyle ile chcę-zaśmiał się
-Głupek...-przytuliłam go od tyłu
-Przyniesiesz mi telefon z Auta?- obrócił się
-A co będę z tego miała? - zaśmiałam się
-Takiego wielkiego buziaczka!- całował mnie
-Takiego BIG ? - powiedziałam po przez pocałunki
-Tak- a ja odsunęłam się od niego i poszłam po jego telefon, schodząc na dół zauważyłam że pomiędzy Mario a Wiką coś iskrzy. Otworzyłam samochód i szukałam jego telefonu zaś zauważyłam go pod siedzeniem z ciekawości go odblokowałam i zobaczyłam sms od Elizy ??!
 Spotkajmy się dziś wieczorem :* Marta nie musi się o niczym dowiedzieć :*
O co tu chodzi ?! szybko wbiegłam do pokoju -Co to ma znaczyć ?!- pokazałam telefon chłopakowi
-To nie tak jak myślisz
-Nie ? Zacząłeś pisać do mojej koleżanki ? bo co? Bo mnie już nie kochasz?! - krzyczałam po przez łzy
-Posłuchaj! między mną a ją a nią nic nie łączy!
-Aha? czyli ten sms był sobie od tak?!
-To ona do mnie cały czas wypisuje, zrozum!
-Mam do w d*pie! Ten cały wyjazd też! Jak chcesz to możesz zabrać ze sobą "Elizkę"!- wybiegłam z domu. Pobiegłam jak najdalej, powinnam ochłonąć tym całym zajściem. Usiadłam na jakiejś ławce w parku. Przemyślałam sobie i postanowiłam iść do Elizy. Tak też i zrobiłam. Otworzyła mi drzwi a ja na nią naskoczyłam -Od jak długo spotykasz się z Marco za moimi plecami?!
-Co ty chcesz ode mnie ?! - zdziwiła się
-Haha! Nie udawaj że nie wiesz! Dalej mów!
-Chodzi Ci o niego tak ? - cwaniacko się uśmiechnęła - Spotykamy się od trzech dni dziś też ma przyjść a co ? Powiem Ci on jest niezły w łóżku.. cudowny normalnie! - zdziwiłam się tym co powiedziała- No i ten on będzie mój..  aj przepraszam on już jest mój , a teraz żegnaj skarbie - zamknęła przede mną drzwi na co ja się rozpłakałam. A co jeśli to prawda co ona gada ? Nie spodziewałam się tego po niej. Wbiegłam do swojego domu i zamknęłam się w pokoju. Położyłam się na łóżku i wylewałam łzy w poduszkę. Po chwili czasu słyszałam pukanie do drzwi
-Marta otwórz, porozmawiajmy- to był głos Marco
-Nie chce mi się z tobą gadać!- krzyknęłam
-Proszę Cię!- może będzie lepiej jak otworzę ? a więc otworzyłam, a on wszedł do mojego pokoju
-Uwierz mi! Między mną a nią nic nie łączy ona to wszystko sobie ubzdurała! Zrozum - gadał do mnie na kolanach przy czym trzymał mnie za dłonie
- Nie wiem Marco- westchnęłam
-Kocham Cię! Najbardziej na świecie! Nie obchodzi mnie jakaś tam Eliza czy nie wiadomo kto jeszcze. Ja Cię bardzo kocham! Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie.
- Nie wiem Marco.. Naprawdę...
__________________________________________________
Tab tab tsss...! ;D
bardzo długo nie dodawałam dlatego że, miałam mało czasu ;c
Oj nie wiem czy ich związek przetrwa dowiecie się w następnym rozdziale ;)
To chyba tyle na temat ;) Więc do zobaczenia w następnym rozdziale :D pozdro! ;*

niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 23 Mysia pysia & Szalona ruda :D

     Trzy dni później

  Jesteśmy już w Dortmundzie. Wiktoria wraz ze mną przyjechała i zostanie na całe wakacje. Dziś już byłam na treningu, Wika poznała moje koleżanki  i nawet te co lakier jestem winna. Opiekujemy się małym siostrzeńcem Marco. Właśnie u niego często przesiaduję. Mój chłopak ma trening.
-Wiktoria ty głąbie kapuściany - zwróciłam się do niej po polsku
-Czego ? -odpowiedziała
-Gdzie jest mysia pysia ?
-A bo ja wiem, Aleks ją gdzieś wyniósł - powiedziała bawiąc się z Nico
-Ale ty się nią bawiłaś
-Zajrzyj do ogrodu-  mysia pysia to ulubiona zabawka Aleksa, w ogrodzie leżała dałam ją psu bo chciałam żeby się czymś zajął a ja będę miała czas wolny. Położyłam się na kanapie a Wika z Nico bawili się klockami, zbudowali domek , zamek i wieże czy jakoś tak. A ja strąciłam tą wieżyczkę niczym TrollFace.
-No ej no! - zdenerwowała się Wiktoria
-Hyhyhy to nie ja - zaśmiałam się
-Tio ti - powiedział Nico, który ukuł mnie lekko w brzuch
-To nie ja, i nie kłóć się ze mną - zaśmiałam się, łapiąc go za rączki. Polubiłam młodego.
-Kochanie wróciłem! - krzyknął z przed pokoju Marco
-Widzę ! ślepa nie jestem - powiedziałam pod nosem się śmiejąc, Marco pocałował mnie w polik
-Ja teś chcie - powiedział mały
-To chodź tu do mnie - wyciągnęłam ręce a on wgramolił mi się na kolana
-A teraś buzi - myślałam że padnę ze śmiechu jego mina była bezcenna
-Młaa..-pocałowałam go w policzek
-Idziemy na spacer ? - zapytała Wiktoria
-Możemy iść , bież Aleksa a ja wezmę Nico - powiedziałam do Wiki, założyłam buciki małemu , Wiktoria założyła smycz psu a Marco tylko ubrał buty i wyszliśmy z domu. Poszliśmy do parku. Ja z Marco szliśmy objęci a przed nami Wiki z psem i Nico.
-Mam do was dobre wieści - uśmiechnął się Marco
-Jakie ?
-Za tydzień jedziemy do Hiszpanii na wakacje
-Chyba sobie żartujesz - ucieszyłam się
-Mario jedzie z nami
-Mario ?! - odwróciła się Wiktoria
-Coś nie tak ?
-Nic cieszę się, bo chciałabym go poznać - zaśmiała się Wiki
-A to może i tak-zaśmiałam się
-Wujku pats -powiedział Nico, który wsiadł na Aleksa. My się z niego śmialiśmy.
-Nico chodź do nas - wyciągnęłam rękę
-A po cio ?- złapał mnie
-A teraz złap wujka- jak się trzymał jedną ręką mnie i Marco podnieśliśmy go do góry
-jesce raz ! Jesce raz ! -cieszył się Nico
-Trzy... Cztery... !- ponownie go podnieśliśmy
-Normalnie jak rodzinka -zaśmiała się Wiktoria się obracając
-Tak, tak - też się zaśmiałam
-Ciociu mas - Ciociu ?! Nico wręczył mi kwiatka
-Dziękuję, jaki śliczny popatrz - wskazałam na Marco
-Młody ma gust - uśmiechnął się
-Lepszy od Ciebie - pocałowałam go
-No wiesz - westchnął

    Wieczorem

     Po kolacji, wykąpałam Nico i położyłam spać. Z Marco oglądaliśmy jakieś romansidło co leciało na TV
-Chciałabyś być mamą ? -uśmiechnął się
-A ty ojcem ?- zaśmiałam się
-Chciałbym- pocałował mnie
-Ja jestem za młoda żeby o tym myśleć
-No ale pomarzyć można - zaśmiał się
-Można, można. Przyjdzie na to czas że kiedyś zostanę matką
- I moją żoną ? -dokończył
-pożyjemy zobaczymy - namiętnie mnie całował
-Marco.. Nie dziś zmęczona jestem - wymruczałam
-No.. Dobra..- przytulił mnie a ja usnęłam.

następnego dnia

Idę na trening, Wiktoria zostaję z Nico w domu Marco. Mój chłopak zrobił dla nas wszystkim śniadanie. Po zjedzonym posiłku, wzięłam torbę ucałowałam Marco  i ruszyłam do samochodu. Zaparkowałam, poszłam do szatni przywitałam się z dziewczynami a "lakiery" ominęłam szerokim łukiem. Dziś byłam w dobrym humorze
-A Wiki nie przyszła ? -zapytała Olivia
-Opiekuje Nico- zaczęliśmy rozgrzewkę
-Chciałybyśmy go zobaczyć - ucieszyły się
-To dzisiaj może się spotkamy, co wy na to ?
-No to jeszcze się zdzwonimy
-Nie ma sprawy
-Koniec pogaduszek, ćwiczymy, ćwiczymy ! - poganiał nas trener. Siedzieliśmy na boisku byliśmy w kółku i gadaliśmy. Zeszliśmy na temat Sary tej rudej. Dowiedziałam się o niej że nie ma rodziców, mieszka sama, nie ma przyjaciół i chodzi smutna. Kiedy widzi piłkę uśmiecha się to ona ją uszczęśliwia. Szybko się zbliżyliśmy się do siebie. Znaczy może na mnie liczyć, chciałabym jej pomóc. Postanowiłam ją trochę rozerwać
-Berek gonisz - puknęłam ją lekko w ramię i uciekałam. Nie dałam jej się dać złapać, zaczęłam śpiewać - Ty jesteś ruda ! da da .. na pewno ruda ! szalona ruda! ruda..da da.. - przy czym się śmiałam ona też.
-Mam Cię ! - krzyknęła zmęczona kiedy się na mnie rzuciła a ja ją złapałam nie wiem jak to zrobiłam ale wskoczyła mi na barana. Potem zeszła.
-Od razu lepiej ? - zapytałam się śmiejąc
-O wiele lepiej dzięki - lekko się uśmiechnęła
-Nie musisz dziękować, chcę Ci pomóc - przytuliłam ją
-A daruj sobie, jestem szaloną rudą - zaśmiała się
-Ooo tak. Ty jesteś moją szaloną rudą - objęłam ją ramieniem i poszliśmy do szatni. Przebrałam się, pożegnałam się z dziewczynami i pojechałam do domu.
-Wróciłam! - krzyknęłam ale w domu nikogo nie było -Jest ktoś ?! - nic nie było słychać, zauważyłam kartkę na stole
 Wiktoria pojechała na zakupy z Nico a ja , czyli Marco poszedłem do lewego pograć w fife ;) ~ Twój Marco <3 
Położyłam się na kanapie, napisałam sms'a do Olivii żeby przyszła za pół godziny.
-Elo jeden dwa zero, jesteśmy! - powiedziała Wiktoria
-Słyszę, widzę i czuje -zaśmiałam się
-ciociu... Mam lizacka - przyszedł do mnie Nico
-Cieszę się , a teraz idziemy rozpakować zakupy - złapałam go i podniosłam do góry - wrruu.. Samolocik ! - postawiłam go na Ziemi
-Jesce ! jesce ! -cieszył się mały
-Nie, trzymaj mysie pysie i pobaw się z Aleksem
-No doblaa.. - poszedł do ogrodu
-Chciałabyś mieć takiego brzdąca z Marco ? - poruszała brwiami wyciągając produkty
-Nie - ucięłam krótko
-Czemu ? - zdziwiła się
-Cały czas musisz nad nim chodzić, pilnować żeby nic mu się nie stało, utrzymanie... po prostu nie chcę
-Gadałaś na ten temat z Marco ?
-Taakk.. -westchnęłam
-I co on na to ?
-Powiedziałam że przyjdzie na to czas i jestem jeszcze za młoda żeby o tym myśleć
-Ja tam bym chciała
-Pewnie z Mario - zaśmiałam się
-Przestań to moja sprawa z kim i gdzie - zaczęła się śmiać
-Już sobie wyobrażam...
-Lepiej tego nie kończ, proszę Cię - przerwała mi śmiejąc się
-Jak chcesz -usłyszałam płacz, szybko pobiegłam do ogrodu zobaczyłam tam Nico który trzymał się za rączkę -Masz ci los.... co się stało ? - zapytałam cichutko biorąc go na ręce
-Boli.. - płacząc podniósł palec
-Po boli i przestanie - pocałowałam mu paluszek -Tiak? - zaczął się uśmiechać, włączyłam mu bajkę i położyłam na kanapie. Wróciłam do Wiktorii
-Widzisz i dlatego nie chcę mieć dzieci - zaśmiałam się
-Kiedyś zmienisz zdanie
-Nie sądzę - ktoś zapukał do drzwi - Idę ! - poszłam otworzyć
-Witamy ponownie - zaśmiały się dziewczyny, czyli Olivia, Eliza i Sara. Usiadły w salonie koło Nico na jego widok się ucieszyły
-Jaki śliczny- powiedziała Olivia
-Po wujku - zaśmiałam się
-Ciociu.. kto tio jeśt? - zapytał zdziwiony
-Moje koleżanki możesz im mówić po imieniu - potem się wszystkie zaczęły przedstawiać. Mylił imiona, zamiast Olivia to Sara a jak nie to Eliza z Olivią. Gadaliśmy tak długo aż się ściemniło, zjedliśmy wcześniej obiad a teraz szykujemy kolację. Dziewczyny nam pomagają a Nico tylko pyta się kiedy skończymy. Przyszedł Marco
-Już jestem!
-Słyszymy ! -kiedy wszedł do kuchni się zdziwił a za razem się uśmiechnął
-Nic mi nie powiedziałaś że będziemy mieć gości - pocałował mnie
-Nie było jak - zaśmiałam się
-Jestem Olivia - powiedziała
-Ja Eliza - uśmiechnęła się
-A ty ? - zapytał Sarę, która była nieśmiała
-Sara - wymamrotała
-Wyluzuj z nami jesteś - zaśmiałam się, lekko ją trącąc w ramię
-Gdzie Nico ? - zapytał
-Pewnie bajkę ogląda - Marco poszedł do niego i zaczął się z nim wygłupiać
-Patrz nie jest to uroczę ? - puknęła mnie lekko łokciem jak kroiła pomidora przy mnie
-Jest... -westchnęłam -Ale ja zdania nie zmienię - zaśmiałam się
-Uparta jesteś
-Ja.? skąd że - zaczęłam się śmiać a ze mną dziewczyny
-Ciociu, ciociu ! kiedy jemy ? - podszedł do mnie mały
-Zaraz skończymy idź powiedz wujowi żeby uszykował stół - szepnęłam mu w ucho
-Dobzie dobzie - pobiegł do salonu.
    Chwila później
-Stół gotowy- powiedział Marco przychodząc do kuchni
-Kolacja gotowa- zaśmiałam się. Zanieśliśmy wszystkie talerze z jedzeniem do jadalni. Przy stole Marco cały czas się uśmiechał do Elizy. Nico zaczepiał moje nogi pod stołem, przy czym ja go nazwałam łobuziakiem. Po skończonym posiłku dziewczyny poszły do swoich domów, Wiktoria do mojego domu a Nico biegał po całym domu z Aleksem. W kuchni zmywałam naczynia, Marco przytulił mnie od tyłu składając pocałunki na mojej szyi.
-Marco...
-Co? -odwróciłam się do niego
- Co to było przy stole ?
-Co takiego ? - zdziwił się
-Te głupie uśmieszki do Elizy
-Zazdrosna ? -objął mnie
-Może troszkę -lekko się zaśmiałam
-Śmiejesz mi się tu -zaczął mnie gilgotać
-Teraz takkk..- śmiałam się jak opętana
-To ja też wiem- skończył gilgotać ale zaczął całować, aż do momentu wejścia Nico
-Wujku.. tien wazion cio jeśt w tfoim pokoju sie stukł - powiedział bardzo nie chętnie
-Nic się nie stało potem posprzątamy- uśmiechnął się
-Choćmy telas - nalegał młody
-Poczekaj chwilę - pocałował mnie i poszedł przy czym łapiąc małego podniósł do góry. Ja zaś skończyłam myć naczynia i posprzątania blatu wraz ze stołem. Przyszedł Marco. Zaczął mnie całować
-Muszę iść jeszcze Nico położyć spać- powiedziałam między pocałunkami
-Nie musisz ja już to zrobiłem- nadal mnie całował i zaniósł do sypialni.
_____________________________________________________________
Siemka :D
 Nie dodałam rozdziału w piątek bo byłam zmęczona, w sobotę też więc macie dziś :D
Był ktoś w kinie na "Kamienie na szaniec" ? ;) ja byłam i spodobał mi się film :D jak i aktorzy.xd
 Nie mam o czym pisać więc pozdrowionka :D :*

sobota, 8 marca 2014

Rozdział 22 Zakończenie roku szkolnego


   Obudził mnie dzwoniący telefon, z nie chęcią odebrałam
-Haloo..?
-Ty małpo! - odsunęłam lekko Iphon'a od ucha- Czemu ja nic nie wiem że przyjechałaś ?! - Tak to Wiki
-Bo nie pytałaś
-Zaraz u Ciebie będę- rozłączyła się a telefon sam upadł na podłogę, a głowa w poduszkę. Prawie usnęłam ale...  weszła Wiktoria do salonu  trąbiła na cały dom
-Aaaa.! - od razu wstałam jak i reszta mojej ekipy
-A ty co tu robisz ?-Krzyknął Kamil
-Ma klucze - odpowiedziałam
-No przecież ja wiedziałam sama że wy jesteście w takim stanie- uśmiechnęła się
-Strzał w dziesiątkę po prostu - wymamrotała Sylwia przeczesując włosy
-Mam pytanie... czemu nie jesteśmy w szkole ? - zapytał nie wiedzący  całym tym zajściem, Krystian
-...A my nie mamy czasem próby ? - Zapytała Martyna, wszyscy razem się na siebie spojrzeliśmy dużymi oczyma
-Jedziecie do swoich domów, ogarnijcie się i bądźcie za godzinę w szkole - rozkazałam, na to oni szybko się wybiegli z domu, popatrzałam na zegarek 10:26 ?! szybko poszłam wziąć prysznic, umalować się i ubrać się.
 Kiedy skończyłam, wzięłam torbę i kluczyki od Auta
-Jedziemy Wiki ! - krzyknęłam
-Idę , idę - odkrzyknęła.
       Weszliśmy do szkoły, rozeszliśmy się ona do swojej klasy ja do swojej. Chciałam wejść na sale a tu nagle moja paczka biegnie
-Wchodzimy - powiedzieliśmy, weszliśmy
-Dzień nie Dobry, przepraszamy panią bardzo mocno że spóźniliśmy się na lekcję -zawsze mieliśmy taką wymówkę i zawsze działała
-Dalej ustawić się w rządku do reszty, i zaczynamy.
    Skończyliśmy próbę na jutrzejsze zakończenie roku szkolnego. Moja paczka postanowiła nie pić dziś wieczorem ponieważ na zakończeniu chcą wyglądać jak ludzie. Więc sama będę w domu niczym "Kevin sam w domu".
-To do jutra-pożegnałam się z nimi i wsiadłam do auta razem z Wiktorią. Po paru minutach dojechaliśmy na miejsce. Weszliśmy do domu
-Opowiadaj co tam się działo w Dortmundzie?
-A więc (...) No i Marco jest moim chłopakiem - uśmiechnęłam się
-Jak super - ucieszyła się
-I ty ze mną do tego Dortmundu jedziesz
-Chyba żartujesz ?
-A wcale że nie
-A Mario będzie ?
-Będzie - zaśmiałam się
-To ja jadę
-To za trzy dni jedziemy razem
-Za trzy dni ? Ale jak to ?
-A co ty myślałaś ? prędzej nie da rady - gadaliśmy ponad dwie godziny. Po południu poszłam na spacer, byłam u swojej sąsiadki , u której dowiedziałam się że dostanę od niej psa. Ja na to się bardzo ucieszyłam. Od dawna chciałam mieć psa. Wieczorem pogadałam z Marco przez skype, u niego jest mały siostrzeniec. Dlatego że jego siostra pojechała na dwa tygodnie na wakacje, aktualnie dopiero co się zaczęły ale najlepsze dni , które dobrze jest wykorzystać. Jeszcze się dowiedziałam że Mario ma przyjechać do Dortmundu. Mam nadzieje że pojedziemy gdzieś na wakacje wszyscy razem. Ciekawe.

                                          *Dzień zakończenia roku szkolnego*
   Stoimy na dużej sali ustawieni w rządku, wszyscy wiedzą co mówić. Jak zwykle Kamil i Bartek nic nie umieją, musiałam im podpowiadać. Wymieniono moje nazwisko, bo one jest jedyne w całej szkole. Podeszłam do pani przy stoliku, wzięłam od niej dyplomy i różne nagrody ze sportu.
  Kiedy skończyliśmy, wyszliśmy ze sali. Poszłam do dyrektora
-Będę za panią tęskniła, bo nie wiem czy w ogóle przyjadę - uściskałam ją i wzięłam od niej całą teczkę moich dokumentów - Do widzenia- powiedziałam, wyszłam z pomieszczenia. Wsiadłam do auta i odjechałam. Jak dojechałam do domu, przebrałam się, zjadłam coś i poszłam do swojej sąsiadki.
-Dzień dobry -weszłam do środka
-Dzień dobry, proszę wejdż -weszłam do salonu , na kanapie leżał piesek
-To ten piesek, którego mam zabrać ? -pogłaskałam go
-Tak , to ten labrador jeszcze pół roku a będzie większy
-To ile ma już lat ?
-Powiedzmy że pół roku - uśmiechnęła się
-Jak śliczny - cały czas go głaskałam. Po godzinie poszłam z nim do domu. Postanowiłam że podrzucę Aleksa tak się wabi, do Wiktorii. Bo bym musiała kupić mu wszystkie różne rzeczy. Wzięłam go na rączki i wsadziłam do auta. Po paru minutach dojechałam pod dom Wiki
-Wiki otwieraj - krzyczałam bo trzymałam pieska na rękach
-Idę, idę - odpowiedziała, otworzyła drzwi -pali się ?
-Gorzej- zaśmiałam się wchodząc jej do domu
-Co to ? śliczne to ! - ucieszyła się
-Pies głąbie , popilnuj go przez chwile a ja pojadę mu kupić wszystkie potrzebne rzeczy
-Spoko- wyszłam z jej domu i pojechałam do sklepu , w którym kupiłam zabawki, karmę, pojemniki do jedzenia, łóżeczko psie, smycz, obrożę i jakieś duperele. Pojechałam po Aleksa, i razem wróciliśmy do domu. Położyłam łóżeczko w moim pokoju koło mojego łóżka. Zabawki ma w salonie, obroże mu założyłam smycz na wieszaku w przedpokoju, miseczki w kuchni. Położyłam się na kanapie, włączyłam telewizor. Między czasie weszłam w internet na telefonie. Aleks usnął na moich kolanach. To tak słodko wyglądało. Ale przerwał to telefon, dzwonił Krystian wyświetliło się jego zdjęcie.
-Halo ? - odebrałam
-Cześć, mogę do Ciebie przyjść ? - zapytał nie pewnie
-Oczywiście
-To będę za 5 minut
-Nie ma sprawy - rozłączyłam się. Dalej oglądałam TV aż do momentu przyjścia Krystiana, poszłam mu otworzyć, zaprosiłam go do salonu
-Co Cię do mnie sprowadza ? - usiedliśmy na kanapie
-Kamila mnie zdradziła...
-Chyba żartujesz ?
-Nie.. to był Arek
-Ze niby on ?! -zdziwiłam sie
-Najwyraźniej -posmutniał
-Już Dobrze, chodź no ino -przytuliłam go-jak to się stało ?-zapytałam spokojnie
-Od tego że..(...) No i ten ode mnie dostał gonga w ryj i po sprawię, i tak czuję się zraniony..
-Ej ja Ci humor poprawię - zaśmiałam się
-Ciekawe jak ?
-Ja mam na to lekarstwo - uśmiechnęłam się, przyniosłam piwa z kuchni. Wypiliśmy trzy i gadaliśmy jak nie z tego świata. Ale cały czas się śmialiśmy. Aż do późnego wieczoru siedzieliśmy się śmiejąc. Krystian poszedł do domu, on nie ma daleko jakieś dwa domu dalej. Ja jakoś po jego odejściu usnęłam na kanapie w salonie
__________________________________________________________
Siemka :)
 Taki trochę dziwny ten rozdział :D
Dziś byłam we Ferio z Wiktorią xD nie wypowiadam się co odwalaliśmy :D
 Nie ma to jak jeść zupki Amino z Mariuszem o 12 w nocy xD tak jak dzisiejszej nocy, przyjechał i mówi "Wesołych Świąt ! " a ja "What?! xD" a on "No z okazji dnia Kobiet" xD a chwila potem, ja próbuję zasnąć a on "Martaa.. ?" a ja "nie !" domyśliłam się że chce zupkę na co on się zaśmiał. Ja do niego
-Chcesz zupkę ?
-Nooo..
-To sobie zrób - obróciłam się na drugi bok, potem
-Chcesz zupkę ? -zapytał
-Nooo..
-A jaką jest barszcz i gulaszowa
-Barszcza - powiedziałam a on mi zrobił o dziwo.xD no i jedliśmy o 12 w nocy taka niby kolacja xD
A i jeszcze jedno :D Dresy z Reserved za 69 zł xD + Buty Deichmann też 69 zł xD Pozdro :*

piątek, 28 lutego 2014

Rozdział 21 "my jesteśmy zdrowi , grzeczni i bezpieczni !"

 Rano 9:34
        Siedziałam już przy stole , jedząc śniadanie. Zastanawiałam się czy iść teraz do szkoły i zrobić im niespodziankę ? A może do nich zadzwonić ?   Wybrałam to pierwsze. Poszłam do swojego pokoju spakowałam do torby wszystkie rzeczy , które były mi potrzebne do szkoły. Przebrałam się  i wyjechałam.
  Po drodze zahaczyłam o sklep , w którym kupiłam kilo cukierków, całą zgrzewkę frugo , żelki i mega paki chipsów. Wszystko wrzuciłam na tylne siedzenia samochodu.  Po pięciu minutach dojechałam pod budynek.
Weszłam , spojrzałam na telefon 10:05 a tu dzwonek na przerwę . Nadal siedząc na holu nikt się nie skapnął. Po dzwonku wszyscy byli już w klasach , ja zapukałam do sali numer 5.
-Dzień dobry , przepraszam to jest IV B ? - wszyscy takie gały 0.0
-Tak - uśmiechnęła się moja nauczycielka od matematyki
-..Marta !! - krzyknęli i się na mnie rzucili
-Ej ! Ej ! nie mam powietrza ! - przydusili mnie xD
-Jak ty się tu znalazłaś ? - zapytali zdziwieni
-Normalnie , miałam okazje przyjechać i przyjechałam. Mam nadzieję że mnie przyjmiecie na lekcję bo się stęskniłam
-Oczywiście że tak! - usiadłam do ławki
-Wyciągamy karteczki - powiedziała pani
-Że co ? - wszyscy chórem
-No nie myślcie sobie że ujdzie wam to płazem - chwila ciszy- No przecież żartowałam
-To nas pani wystraszyła
-Macie na tablicy zadania do zrobienia , a ja na chwilę wyjdę - powiedziała po czym wyszła na "chwile"
-Adijos ! - powiedział Kamil , kiedy już zamykała drzwi
-Dalej opowiadaj jak było - wszyscy się zebrali w kółko.
-A więc (...) do tej pory jesteśmy razem.
-Wooww .. - powiedziała Martyna oparta jedną ręką z otwartą buzią a tu dzwonek. Wyszliśmy z klasy. Wyszłam ze swoją paczką , czyli Martyna, Kamil, Sylwia,Bartek, Krystian i ja
-Mam pomysł ..
-Jaki ? - zapytał Bartek
-Idziemy na wagary , mam całe wyposażenie w aucie - szepnęłam
-Takie co zawsze ? - zapytała Martyna
-Tak , do której dziś lekcje ?
-Do 16:30 to co teraz ? - zdziwiła się Sylwia
-No a kiedy ? Dalej , ja podjadę za szkołę a wy wtedy wyjdziecie. Dobra ?
-Okej - przybiliśmy piątkę i się rozeszliśmy.
 Podjechałam od drugiej strony szkoły. W szybkim tępię weszli do samochodu
-To gdzie jedziemy ? - zapytali
-Do Carrefour'a bo zakupy muszę zrobić
-No to git - zanim podjechaliśmy pod sklep , zdążyli zjeść nasz prowiant.
  Weszliśmy do dużego sklepu , tak na prawdę to jest taka niby galeria bo są 3 sklepy więc jest dużo ochrony.
-Pamiętacie 69 ? - powiedział Krystian
-Haha nie przypominaj
-A może to powtórzymy ? - powiedział Kamil. My z dziewczynami zaczęliśmy robić poważne zakupy. A chłopacy ogarniali jak wrobić ochroniarzy. O co chodzi z tym "69" ? O to że kiedyś uciekaliśmy bo nas ochroniarze chcieli złapać i zrobiliśmy tak że oby dwaj na siebie wpadli i wyglądało jak 69 xD
Jesteśmy już w kasie i chcemy zapłacić. Wzięłam z wystawki prezerwatywy i wrzuciłam w kaptur Kamilowi , tak dyskretnie żeby się nie skapnął. Kiedy przeszedł przez słupki , zaczęło piszczeć. Podszedł ochroniarz , a ja nie mogłam powstrzymać ze śmiechu.
-Proszę opróżnić kieszenie - powiedział
-No ale proszę pana ja nic nie ukradłem - jego mina była bezcenna , wyciągnął z kieszeni śmieci , telefon i zżutą gumę do żucia ?
-No mówię panu że nic nie mam
-A to co to jest ? - wyciągnął mu z kaptura "gumki" Jego oczy by zaraz wyskoczyły
-To nie moje ktoś mi to podrzucił - próbował się wywiązać
-No dobrze tylko żeby to było ostatni raz - pouczył go i odszedł a my ze śmiechu nie wyrabiałyśmy
-Która to ? -zapytał
-No przecież że to nie ja - rozglądałam się na boki
-Na pewno oberwiesz dziewczynko -zaśmiał się
   Po skończonych zakupach pojechaliśmy do mojego domu, opróżniliśmy bagażnik i weszliśmy do domu
-No to się rozdzielamy - powiedziałam
-Ze niby co ? -zapytał Kamil
-A to że ty i Bartek idziecie myć łazienkę , Krystian ze mną salon a dziewczyny kuchnie , pasuję ?
-Może być - zabrali wszystkie artykuły , które potrzebne były do czyszczenia itp.
Zabrałam się za wycieranie kurzu
-Marta ! ratunku Kamil zeżarł kostkę do kibla ! - szybko pobiegłam
-Co ten debil zrobił ? -leżał koło klozetu z wywiniętymi rękoma i otwartą buzią
-Trzeba jechać do szpitala ! on umiera nie widzisz ?! - zaczął panikować
-Poczekaj - wzięłam szczotkę do czyszczenia kibla i walnęłam mu w czułe miejsce
-Ałaa ! -krzyknął
-Widzisz ? żyję - uśmiechnęłam się
-Kamilku mój ! ty żyjesz ! a już myślałem ze umarłeś .. - zaczął płakać
-To po co położyłeś miętowe cukierki koło kostek ?!
-Eee to ja?- zapytał zdziwiony i  przestał płakać
-Nie klop może ? -Szła Martyna śpiewając -Opa opa opa opa szara morda zniszczył klopa opa opa - my się zaczęliśmy śmiać
-To nie jest śmieszne mogło to się skończyć tragicznie - płakał Bartek
-Nie przejmuj się Stary nic mi nie jest - poklepał go Kamil , ja normalnie nie wyrabiałam ze śmiechu. Wyszłam z łazienki i zaczęłam to co nie dokończyłam. Skończyłam wycierać kurze, i przeszłam do umycia podłóg. Szedł Krystian i się poślizgał
-Ałaa! Mój piękny zgrabny tyłeczek ! -złapał się za niego
-Nie powiedziała bym , mogłam postawić tabliczkę "Uwaga ślisko"
-A czemu nie postawiłaś ? - wstał
-Bo mi ukradli- palnęłam i dalej myłam podłogę. Skończyłam i poszłam do dziewczyn do kuchni
-I jak wam idzie ?
-Właśnie skończyliśmy - uśmiechnęły się
-To ja idę na górę do tamtych bo na pewno coś odwalili - zaśmiałam się.  Kiedy weszłam do pomieszczenia
-Karambole tańczą tańczą ... - śpiewał sobie Kamil myjąc wannę
-A wy nie skończyliście jeszcze ?
-No jakoś tak wyszło
-Musi być picuś glancuś ! - powiedział Kamil
-To się pośpieszcie - wyszłam. Położyłam się na kanapie w salonie , wyciągnęłam telefon i zobaczyłam MMS'a od Marco
"Kocham , Tęsknie Bardzo .. <33 :* :( " + jego fotka z dzióbkiem odpisałam
"Też bardzo kocham i tęsknie ! <33 :* " no i wysłałam swoją foteczkę xD
Poleżałam chwilę , popatrzyłam trochę na fejsa , Instagrama.
-Ty sobie leżysz a reszta robotę robi za Ciebie - zaśmiały się dziewczyny siadając na fotelach
-Trzeba trochę odpocząć
-Szefowo ! robota zrobiona - Powiedział Bartek
-Jakaś nagroda ?
-Nie trzeba ... a może taki mały browarek ?
-Nie ma sprawy wieczorem urządzamy mały melanż
-A przydało by się iść do sklepu bo brakuje parę rzeczy - zaśmiał się
-To dobrze się składa pójdziesz , albo nawet pojedziesz masz tu stówkę i kluczyki - rzuciłam mu
-Widzimy się za pół godzinki bo muszę podjechać pod dom swój
-To ja jadę z Tobą - wyrwała się Sylwia , wyszli i już nie wrócili xD
                          *Wieczorem*
   Dobra muza , piwko no to melanż się rozkręca
-Baja bongo ! - śpiewał Krystian xD
-Uno Feno ! - Tańczył Kamil
-Kukurykuuuu hyyhyymm - zakrztusił się Bartek , Tak mają odpały :D
-Gramy w butelkę ! -krzyknęła Martyna i usiedliśmy na podłodze w kółko , ja zaczęłam kręcić wypadło na Sylwie
-No to Sylwio moja droga .. musisz wykręcić numer ze stacjonarnego do tego lamusa  z trzeciej i wkręcić mu że się w nim zakochałaś
-Uuuu.. - w tle
-Nie ma sprawy - powiedziała odważnie , wzięła mój stacjonarny i zadzwoniła - No cześć .. muszę Ci coś powiedzieć .. ale to jest bardzo ważne ... Zakochałam się w tobie od pierwszego wejrzenia , moje serce bije tylko do Ciebie ... ty się tylko dla mnie liczysz proszę cię zgódź się na chodzenie ..Kocham Cię - gadała głosem ironicznym ale jej się to udało - a teraz nara - rozłączyła się , wszyscy z niej nie wyrabiali , teraz ona kręciła wypadło na  Bartka
-Idziesz do sąsiadki obok która ma ponad 80 lat i powiedz że jesteś jej wnukiem z Ameryki - wyszliśmy na dwór powiedzmy jest 22:35 Zza krzaków obserwowaliśmy
-Dobry wieczór Babciu !
-Nie dobry ... kim pan jest ?
-Jak kto kim jestem babci wnuczkiem z Ameryki , babciu ! - my nie powstrzymaliśmy się ze śmiechu xD
-Nie nabierzesz mnie kretynie , znów będziesz chciał oszukać starszych ludzi o niee.. uda Ci się - walnęła go laską i zamknęła drzwi
-Ale babciu nie zostawiaj mnie ! Babciu... ale ja na prawdę jestem twoim wnukiem ! - powiedział to przez śmiech , my wyszliśmy i padaliśmy ze śmiechu
      Skończyliśmy grać około pierwszej w nocy , postanowiliśmy się przewietrzyć. Szliśmy ulicami Konina.
-Zawiezie mnie ktoś do dentysty , muszę sprawdzić uszy bo nic nie widzę - powiedział Kamil xD
-Zabiorę Cię... właśnie tammm... - śpiewał Bartek przytulając go i kołysząc się
-Wariaci.. wszędzie wariaci ! - krzyknęła Martyna
-No co zrobisz ? nic nie zrobisz - powiedziałam
-Koko dżambo i do przodu ! - krzyknęła Sylwia idąc przed siebie
-Tru , tru .. pip ! - Krystian udawał samochodzik - Zawieść cię do tego dentysty ?
-Nie ma takiej potrzeby
-Dalej właź bo paliwo drogie ! -wsiadł na barana Krystianowi -Gaz ..Gaz..Gaz.. policja goni nas ! - latali po całej drodze a ktoś z bloku przez okno krzyczy
-To nie olimpiada ! Uciszyć się ! bo wezwę policję !
-Spokojnie ! my jesteśmy zdrowi , grzeczni i bezpieczni - powiedział Bartek po czym się zachwiał i upadł na chodnik a tamci po drodze nadal biegali
-Ee!  wracamy ! Bo na serio pół miasta nie śpi przez nas !
-Spokojna twoja rozczochrana ! - powiedzieli nadal biegając
-Mówię serio ! -chwila ciszy -Ej  Gumisie jadą ! - skryliśmy się za krzakami obok drogi , chłopacy też
-psstt..  oni nas szukają ? - zapytał Kamil
-Nie .. tylko kontrolują  miasto , spadamy do domu bo jeszcze będzie z tego dramat - poszliśmy do mojego domu. Dotarliśmy cali i zdrowi .. po za chłopakami bo przecież oni to muszą coś wyrobić.
-Ja idę spać .. padam ... - położyłam się w salonie na kanapie i momentalnie usnęłam
______________________________________________________________
Siemka :)
Macie tutaj trochę weselszy rozdział :D
Jutro mecz BVB <33 ^^
Powiem wam jak mi się uda to za rok będę miała prawa jazdy ale to jeszcze nie wiadomo :D
Siedzę sobie na FB  Mariusz przychodzi a akurat był Piszczek na tablicy a on "kto to ?" a ja no Piszczek a kto ? "Piszczok ? " :D i się do tej pory śmieje :D Tomcio przyjeżdża na święta , a  jak nie to pewnie za dwa miesiące :c Miałam w tym tygodniu jechać do niego ale nie wypaliło. On jeździ 1000 km w jedną stronę ;o i jedzie autostradą ;) to w 12 godzin się mieści ;P
    Martyno ! jeśli to czytasz to wiedz że ja i PM jesteśmy z tobą <33 i martwimy się ! :* Kocham ! :*
              Pozdro ! :*