sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 31 "Marta, otwórz oczy, otwórz!"

*Marco*

 Po długim oczekiwaniu, zjawił się doktor
-I co z nią?-wszyscy wstaliśmy
-Jest strasznie osłabiona, straciła dużo krwi i jeszcze w tym ma złamane żebro.
-Czyli żyje ? -zapytał Tomek, na co Justyna kopnęła go w kostkę-Ałaa..
-Tak żyję, tylko musi zostać co najmniej tydzień bo jej stan może się pogorszyć.
-Dobrze, a możemy wejść? -zapytałem
-Tak ale proszę po kolei -powiedział
-To ty Marco wejdź-wskazał Mariusz
-Dzięki-wszedłem do niej powoli zamykając drzwi. Usiadłem koło niej na krześle. Spała, delikatnie złapałem ją za dłoń a ona otworzyła lekko oczy.
-Marco.. -powiedziała słabym i ochrypłym głosem.
-Cii.. nic nie mów. Chciałem Ci tylko powiedzieć że nie jestem na Ciebie zły że podjęłaś taką decyzję,  to ja zawiniłem nie potrzebnie się tak szybko oświadczyłem nie patrząc czy ty jesteś na to gotowa. Masz definitywną rację żebyśmy na chwile od siebie odpoczęli. Jesteś dla mnie najważniejsza, pamiętaj. -pocałowałem ją w dłoń.-A teraz wyjdę, bracia na Ciebie czekają. Kocham Cię.-musnąłem jej delikatnie, usta. Wyszedłem.
-To teraz ja wchodzę-wyskoczył przede mną Tomek
-Dobra, tylko bez głupot ona jest osłabiona.-poinformowała Justyna. Ja tylko się pożegnałem i wróciłem do swojego domu.

*Tomek*

  -Hej sister! Jak się masz? Jak się czujesz? -ona ledwo pokazała mi środkowego palca, po jej minie było widać że jest zła i przygnębiona.
-Nie złamuj się. Wszystko przed tobą, Wyzdrowiejesz, założysz rodzinkę, będziesz miała stado swoich Reusiątek. Małych skoczków.. yyy.. piłkarzy. Będą szurnięte jak ja. Ty z Marco zestarzejecie się i..-gdy się odwróciłem zaczęło pikać to całe urządzenie. -Marta, otwórz oczy, otwórz! -w tym momencie weszła Justyna z Mariuszem
-Ty głupku mówiłem Ci żebyś nic głupiego nie robił! -wrzeszczał na mnie -Justyna biegnij po doktora -A  ty to wyjdź najlepiej! -szybko przybiegli lekarze i reanimowali Martę.

*Marco*

  Wróciłem do domu.
-Stary, co się dzieje? -zapytał od razu Mario
-Marta miała wypadek jest w szpitalu
-Że co?! Czekaj, czekaj... czemu wróciłeś do domu zamiast tam być przy niej?
-Nie wiem
-Marco, otrząśnij się! Jedziemy! -Wsiedliśmy do auta.
    Weszliśmy do środka.
-Coś z nią nie tak? -spojrzałem się przez szybę, widząc do o koła lekarzy
-Nie wiemy, reanimowali ją...
-Co takiego?
-Ale nie martw się udało im  się ją uratować.-odetchnąłem z ulgą. po chwili przyszedł do nas jeden z lekarzy
-Musimy zrobić jej badania, proszę o cierpliwość.
-Dobrze.-odszedł.

*Godzina później*
*Mariusz*

    Lekarz zaprosił mnie do swojego gabinetu.
-Proszę usiąść-poprosił
-Wszystko w porządku? -zapytałem
-Nie do końca. Straciła bardzo dużo krwi, jak już wiadomo. Aby normalnie funkcjonowała potrzebujemy krew z gruby BRH+ u nas jej brakuje. Ma owinięte bandażem i gorsetem żebra. Gdzie nie gdzie jeszcze małe zadrapania. Jeszcze musimy zobaczyć co z niej głową, pokazywała że boli więc musimy jeszcze zobaczyć co jest nie tak. Tylko potrzebujemy krew by normalnie mogła żyć.
-Dobrze. To gdzie można oddać krew?
-To pan zgadza się na oddanie krwi?
-Tak.
-Tylko musimy obaczyć czy ma pan zgodną grupę, niech pan idzie ze mną.-poszedłem za lekarzem.

*Marco*

   Justyna krzyczała na Tomka . Już tak z pół godziny, nie wiem z jakiego powodu, nawet nie rozumiałem co ona do niego gada. Polski język, ciężki język.
-Przepraszam Cię Marco za to że musisz ciągle słuchać tych krzyków ale sam na niego popatrz.- Zrobił minę zbitego psa.- Coraz bardziej z nim nie tak..
-Może go do lekarza zaprowadzimy stwierdzi co z nim.
-Tu nawet lekarz nie pomoże, w sumie niezły pomysł-zaśmialiśmy się.

*Mariusz*

   Oddałem krew. Oni nic nie wiedzą a zwłaszcza Marta i niech tak pozostanie. Wyszedłem z pomieszczenia.
-Co powiedział? -podeszła Justyna
-Straciła dużo krwi, i brakuje w jej organizmie.
-Oprócz tego coś jeszcze?
-Dowiedziałem się żeby unikała stresu i mniej denerwowała bo może dojść do poważnej choroby.-po tym co powiedziałem Reus wszedł do gabinetu, bez pukania.
_______________________________________________
   Przepraszam że dopiero dodaję. Jak jest:
Dużo czasu - mało weny
Brak weny- brak komentarzy
Brak komentarzy - brak rozdziałów
Nie ma rozdziałów - Utrata bloga .
    Sama nie wiem, mało komentarzy jest i pewnie dlatego. Jeszcze do tego deprecha... przyszła ale na szczęście poszła bo jakoś wakacje ożyły. :))
   Nie żebym oczekiwała dużej ilości komentarzy ;q wystarczył by jeden konkretny, czy podoba się czy muszę coś zmienić. To motywacja zrośnie i dostanę takiego kopa w dupasa.      Sam rozdział się nie napiszę. :D        Buziaczki :**!!
   Zakochałam się ponownie . *_*

3 komentarze: