*4 dni później*
*Oczami Marco*
Marta zachowuje się dziś jakoś dziwnie. Nie zwraca na mnie uwagi, olewa mnie. Boli mnie to nawet nie wiem co jest grane, nigdy się tak nie zachowywała wobec mnie. Może się jej znudziłem albo ma jakieś problemy o których nie wiem.
Zapytałem ją gdy była przy drzwiach od naszego pokoju hotelarskiego
-Gdzie się wybierasz? odpowiesz mi czy nie? -bez odpowiedzi wyszła.
*Oczami Marty*
Postanowiłam wybrać się na plaże. Usiadłam na kamieniu przy brzegu morza. Rozmyślałam na swoim życiem czy związać się z Marco na zawsze. Chciałam z kimś pogadać lecz nikogo nie chce obciążać swymi problemami. Jestem młoda mam przed sobą dużo czasu nie powinnam się związać z nim teraz, to powinno poczekać. Nie wiem czemu się zgodziłam pewnie dlatego że go mocno kocham. On już chce planować rodzinę a ja nie chcę zmarnować sobie życia jako kura domowa. Chcę zaszaleć czuć tą wolność, czerpać z życia jak najwięcej chwil. Mam 20 lat a czuję się jak nastolatka nie jestem gotowa na takie życie by mieć rodzinę, nie myślałam poważnie nad tym.
Po rozmyśleniach wróciłam do pokoju.
-Powiesz mi w końcu dlaczego się do mnie nie odzywasz i znikasz nie wiadomo gdzie? - cisza- Martwię się o Ciebie Skarbie.
-Marco.. Ja nie jestem gotowa. - ściągnęłam pierścionek z palca i wręczyłam mu w dłoń. Z zapłakanymi oczyma wyszłam z pokoju. Marco wyszedł za mną
-Marta! Rozumiem, nie będę Cię zmuszać. Przepraszam
-To ja przepraszam. Do zobaczenia. -odeszłam. Za 2 dwie godziny mamy samolot, poszłam przejść się do Wiktorii. Gdy otworzyłam drzwi ujrzałam Wikę leżącą na Mario
-Ups.. chyba przeszkodziłam -miałam już zamiar wyjść
-Nie, nie przeszkadzasz- wstali na równe nogi- co się stało? -zapytała Wika gdy zobaczyła mnie zapłakaną
-Mam problem-usiadłam na krześle
-Mów co się dzieje
-Marco chce ze mną stworzyć rodzinę... ja nie jestem na to gotowa. Kocham go ale... Jestem za młoda żeby tak od razu być matką.
-Ale jak się zaręczysz to przecież możesz poczekać rok za ślubem
-Nie jestem pewna, chcę z tym wszystkim poczekać dwa..trzy.. góra cztery lata. Chcę się wyszaleć, rozumiecie mnie?
-Tak, rozumiemy-przytuliłam się do kuzynki
-Zraniłam go tymi słowami -rozpłakałam się
-Marco to twardy facet poradzi sobie. Nie martw się-powiedział Mario
-Idę się spakować-wstałam
-Poczekaj pójdę z tobą-razem z Wiką poszliśmy do mnie. Otworzyłam drzwi w pokoju był Marco
-Dobrze że jesteś... pogadajmy-popatrzał na mnie, a ja go ominęłam i wyciągnęłam walizkę. W tym momencie wszedł Mario
-Stary chodź , porozmawiamy -Marco wyszedł, a ja zabrałam się za wkładanie ubrań.
*Godzina póżniej*
Jesteśmy wszyscy na lotnisku właśnie czekamy za samolotem. Lewy próbował nas rozweselić nawet mu to wychodziło. Zaczepił jakąś małą dziewczynkę i skakali po tych ciemnych płytkach by nie dotknąć tych jaśniejszych. Po chwili wylądował samolot, weszliśmy do niego. Siedziałam z Marco bo nie miałam wyboru, od razu włożyłam w uszy słuchawki.
Poczułam jak samolot zaczyna lądować, trzęsie się a stewardessa mówiła że mamy problem z lądowaniem. Coraz bardziej trzęsło, popatrzałam na Marco i krzyczałam -Marco ! nie zostawiaj mnie! Marco ! Kocham Cię!! -zaczęłam płakać.
-Marta! Marta! - otworzyłam szeroko oczy
-Co się stało ? -zapytałam
-Wszystko jest w porządku-uśmiechnął się. Po chwili namysłu zrozumiałam że to mi się śniło. Z ulgą westchnęłam i oparłam się o siedzenie. Marco słyszała pewnie co krzyczałam. Ręce mi się trzęsły, otarłam łzy i dalej słuchałam muzyki ponownie już nie zasnęłam.
Po paru godzinach wylądowaliśmy w Dortmundzie. Wszyscy pojechaliśmy do swych domów. Wiktoria powiedziała mi że jedzie do Mario. Ja raczej do swojego własnego domu powiedziałam Reusowi że dziś nie nocuję u niego, zrozumiał. Weszłam do domu była któraś w nocy położyłam się spać.
*Rano*
Przy śniadaniu byliśmy wszyscy razem. Opowiadałam im co się działo w Hiszpanii. Oprócz tego że Marco się "Oświadczył" .
-Przyznasz że było fajnie -zapytała Agata
-Powiedzmy że tak. Nigdy nie byłam na takich wakacjach -przez chwile się uśmiechnęłam
-Od kiedy zaczynasz pracę? -zapytał Mariusz
-A od kiedy mogę?
-To zależy. Dokumenty , wszystko masz. To nie ma problemu możesz już od jutra
-Od jutra ? a może dasz mi czas?
-A co się dzieje?
-Nic, idę do siebie.-pobiegłam na piętro i zamknęłam się w pokoju. Cały czas myślę o tym co się wydarzyło. Na samą myśl o tym chce mi się płakać, Postanowiłam iść pograć w piłkę żeby się rozerwać. Zadzwoniłam po Mortiza.
-Hej. Masz chwilę ?
-Tak, mam a co się dzieje ?
-Nic, pograłbyś ze mną w nożną ?
-No nie ma sprawy
-To za 10 minut pod Iduną-rozłączyłam się. przebrałam się w sportowe ciuchy i wyszłam z domu. Po dotarciu na miejsce, czekałam chwilę za Leitnerem. Nawet bardzo długą chwilę.
-Przepraszam, ale jakoś nie mogłem z domu wyjść-zaśmiał się
-Bałagan?
-Nie, lepiej.
-Dziewczyna? -palnęłam
-Tak jakby -uśmiechnął się
-Taa? To gratuluję -wtuliłam się w niego -Jak ma na imię ?
-Pexi -odparł
-Czekaj, czekaj. a to nie imię dla psa?
-Tak, mam psa. Zakochałem się w niej- śmiałam się na głos- nie śmiej się. A ty nie zakochałaś się w Alexie ?
-Nie. Bo mam Marco...-mina mi zeszła
-Ej co jest? -popatrzył na mnie
-Nic.
-Przecież widzę
-Byliśmy w Hiszpanii (..) Oświadczył mi się ale ja nie jestem na to gotowa.
-To czemu przyjęłaś pierścionek ?
-Spanikowałam. Za bardzo go kocham. Możemy już o tym nie gadać? Chciałabym o tym zapomnieć.
-Nie ma sprawy. Rozweselę cię. -zaśmiał się i zaczęliśmy grać w piłkę.
-Osioł, osioł! ślepy osioł ! -śmiałam się z niego
-A ty nie lepsza! Biegniesz, biegniesz gleba!
-To nie moja wina że podkładasz mi nogi!
-A ty jak chcesz odebrać mi piłkę to zakrywasz mi ręką oczy! -śmiał się
-A ty...-nie dokończyłam bo w tym momencie zadzwonił mi telefon. Na ekranie pojawiło się zdjęcie Marco, zignorowałam połączenie
-Czemu nie odbierzesz ?
-Bo nie chcę z nim gadać?
-Kochasz go tak? To czemu go unikasz?
-Bo chcę sobie to wszystko przemyśleć, a jak go widzę to nie mogę przestać o tym myśleć.
*Dwie godziny później*
Gdy przekroczyłam próg to Tomek zauważając mnie kleknął prze de mną
-Co ty wyprawiasz?
-Pomóż mi...
-Dalej mów
-Skończyły się żelki - zrobił maślane oczy
-I to chciałeś mi powiedzieć ?
-No i ciastka też -wyszczerzył się
-Gdzie Alex?
-U Ciebie w sypialni
-Puścisz mnie?
-A pójdziesz do sklepu?
-Mam inne wyjście?
-No raczej nie. -puścił mnie. Założyłam smycz psu i ruszyłam w stronę hipermarketu. Zostawiłam Alexa na zewnątrz sklepu ponieważ nie można brać ich ze sobą. Kiedy byłam przy kasie zaleciał znajomy mi zapach, który przypomniał wszystkie moje wspomnienia odwróciłam się i ujrzałam...
____________________________________________________________
Helołka! ;**
Długo mnie nie było. Mam jedno wytłumaczenie "Brak czasu" inaczej brak organizacji. A tu to a tu tam to i nie ma kiedy co i jak zrobić. przepraszam i postanowię się poprawić :D A więc Marta ma dylemat. Skończyłam na tym momencie w którym wszyscy są ciekawi kto to. :D Dowiecie się w następnym rozdziale, który nie wiem kiedy będzie. :D Mam dużo do powiedzenia lecz nie chce mi się pisać. xD
Papatki. ;***
Ojoj xD Jaki leniuszek ;* hehe :p
OdpowiedzUsuń