poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział 30 Wiki do wraca do swoich. A później wypadek...

  *Tydzień później*
 Brakuje mi Marco. Ale to ja schrzaniłam, to ja się z nim rozstałam. Dlaczego? Dlatego że nie jestem gotowa na taki związek. Kocham go i to bardzo. Dzień bez niego to dla mnie męka, tęsknie za nim. On nie jest taki jak inni mężczyźni on jest inny, kochany.. delikatny, czuły. Po prostu cudo. Teraz żałuję że się z nim rozstałam, nie będę tego naprawiać chociaż to ja zepsułam, jeśli on się nie odzywa to ja tym bardziej.
   Wiktoria dziś wylatuje do Polski. Obym zapomniała od pewnego czasu Wiki i Mario są razem. Mario wylatuje dopiero jutro. Ja jestem tak zapracowana że dzisiaj dostałam dzień wolny od Mariusza. Żeby zawieść Wiktorię.
-Spakowana? -zapytałam
-Nie.
-To na co czekasz? Na oklaski?
-Co ty taka nerwowa? Zluzuj gatki. -położyła się na łóżku
-Kiedy masz na te lotnisko?
-Dopiero wieczorem więc mamy cały dzień przed sobą. Może takie małe zakupy? -zaśmiała się
-W sumie, nie mam co na siebie włożyć.
-No widzisz to jedziemy-wsiedliśmy do samochodu. Podjechaliśmy pod najbliższą galerie w Dortmundzie.
-Idziemy do H&M'u ! -tak więc ruszyliśmy. Przeszukiwaliśmy różne koszulki, spodenki lecz nie wiedzieliśmy co kupić. Weszliśmy całe obładowane ciuchami do przymierzalni. W końcu wybrałam top i drugi biały Potem zwykłe szorty  i drugie też. Po zrobionych zakupach w H&M'ie przeszliśmy do Reserved'u kupiłam tam spodnie do pracy i jakąś biżuterie. Wróciliśmy do domu. Całe torby rzuciliśmy na sofę w salonie.
-Pokażcie co kupiliście-przyszła Justyna
-A zobacz sama-Wiki podała jej torbę.
-Kupiliście mi coś? -przyszła Agata
-Z tym brzuchem to nie wiem czy się w coś zmieścisz-zaśmiałam się
-Ty, ty! Uważaj sobie. -uszczypnęła mnie
-Ałć..! -odsunęłam się
-Mogę tą bransoletkę? -zapytała Justyna, biorąc ją i zakładając na rękę. To była ta  która najbardziej mi się spodobała.
-Jak już masz na ręku to weź -powiedziałam
-Jej ona jest piękna! -cieszyła się
-Macie coś dla mnie? -sięgnęła po tą torebkę  ,  w której też była bransoletka. -Bierę! -zaśmiała się. Ja na to nic nie powiedziałam. Zostałam bez biżuterii
-My idziemy się spakować.-pociągnęła mnie wiki. Weszliśmy do pokoju.
-Co się z tobą dzieje? -zapytała wyciągając walizkę
-A co dawno się tak nie zachowywałam?
-Nie po raz pierwszy Cię widzę w takim stanie
-To jeśli widzisz mnie już po raz kolejny to powinnaś zrozumieć co mi dolega.
-Ostatnio się tak zachowywałaś jak kiedyś Patryk wyjechał do ciotki, a to były tylko dwa tygodnie. Pamiętasz?
-To była moja pierwsza miłość. Byłam głupia żeby się z nim związać
-A pamiętasz jak Krystian starał się o Ciebie a ty wybrałaś tego debila.
-Do dzisiaj jesteśmy przyjaciółmi. A Patryk.. Jest w "niby" więzieniu.
-Do dzisiaj to ty masz Marco, kochasz go prawda?-milczałam.-Wiem że za nim tęsknisz i chciałabyś żeby to on do ciebie wrócił ale ty jesteś taka że nie chcesz się do niego odzywać bo jeśli on się do Ciebie długo nie odzywa to ty już w ogóle. Marta, otrząśnij się i wróć do niego. On jest tym mężczyzną , na którego tak długo czekałaś. zakochał się w tobie od pierwszego wejrzenia, zaręczył się a ty mu mówisz że nie jesteś gotowa? Zrozum on dla Ciebie zrobi wszystko! Nawet wskoczy w ogień! -po długim czasie odpowiedziałam
-Zrozumiałam. To ja powinnam się odezwać. A skąd wiesz że od pierwszego wejrzenia?
-... No bo gadałam z Mario i to on mi wszystko wyśpiewał .
-Jak Cię zawiozę na lotnisko to pojadę do Marco i wszystko mu wytłumaczę. - miałam pełno łez w oczach
-I o to chodziło-przytuliła mnie do siebie
-Pakuj się-zaśmiałam się pod nosem.
-Spokojna twoja rozczochrana-rozczochrała mi włosy
-A idź ty tępo strzało! -rzuciłam się jej na głowę turlając ją po łóżku.

*Wieczór*

-Gotowa? -zapytałam przy wyjściu
-No już prawie.-zakładała buta na nogę idąc nie zauważyła moich szpilek potknęła się.
-Ups..-odwróciłam się do drzwi
-Zaraz wywalę te szpilki przez okno
-Przez drzwi będzie prędzej -parsknęłam śmiechem.
-Jedziemy.-wyszliśmy z domu, wsiedliśmy do auta.  Podczas jazdy śpiewałyśmy jak głupie.
-Ja chcę do Mario!
-Dobra-wykręciłam na drogę prowadzącą do domu Reusa. Dojechaliśmy na miejsce. Stanęliśmy przed drzwiami. Zadzwoniliśmy otworzył nam Mario
-Wiki!!-od razu ją spostrzegł i zaczęli się obściskiwać. A ja tylko oparłam się o ścianę, zakładając ręce na krzyż przy czym zdmuchnęłam grzywkę, która wpadła mi w oczy.
-O ty też jesteś?-zapytał po chwili Mario.
-Miły jesteś-sarkastycznie się uśmiechnęłam.-Już pożegnałaś się?-zapytałam, gdy ujrzałam Marco. Stanęłam jak wryta. Nie wiedziałam co powiedzieć, spanikowałam. -Je-jedziemy może ju-już? -jąkałam się.
-Co ty taka w gorącej wodzie kąpana? -zapytała-jeszcze z Marco się nie pożegnałam-przytuliła się do niego. -Teraz możemy jechać- powiedziała do mnie. -Papa-jeszcze zdążyła im pomachać za nim weszła do auta.
-Nawet nie dasz mi się z nimi pożegnać. -zdenerwowała się wiki
-Tam był Marco
-No i ? Dalej zawieź mnie na to lotnisko, bo samolot odleci. -ruszyliśmy.

         Wracałam już z lotniska, zaczęło szarpać samochodem gdy dochodziłam do 120 km/h  Byłam na takie drodze podobnej do autostrady lecz to była normalna trasa. Chciałam zwolnić ale gaz się zaciął a do tego zgasł i nie mogłam zatrzymać auta. Po paru próbach auto zatrzymało się na środku drogi chciałam wyjść i otworzyć maskę lecz pas mi to uniemożliwił. Usłyszałam tylko trzask i wszędzie mnóstwo szkła wraz z krwią....

*Oczami Mariusza*

    Jechałem z pracy już do domu ale ruch na tej trasie był gęsty, zobaczyłem jak jedzie karetka a później policja. Był korek bo zdarzył się wypadek , gdy zobaczyłem że to auto Marty, zaczęło mi skręcać żołądek i mocniej bić serce. Szybko wybiegłem z samochodu, rozpychając do o koła ludzi. Chciałem przejść przez tą taśmę lecz złapała mnie policja i nie umożliwiła mi wstępu.
-Niech pan zrozumie tam jest moja siostra! -krzyczałem
-Proszę się uspokoić, nic strasznego się nie stało.-byłem cały zdenerwowany i szybko przebiegłem do rozbitego auta. Wyciągnęli Martę, miała rozbitą głowę i wszędzie krew, wcale nie kontaktowała
-Marta! Marta! Proszę obudzić się! -szedłem koło noszy trzymając ją za rękę.-Wszystko będzie dobrze, obiecuję
-Przepraszam, ale pan nie mu tu wstępu.-policja mnie stąd wyciągała siłą
-Proszę mnie zostawić!-szarpałem się
-Nie mamy pewności że to twoja siostra-wyrzucili mnie
-A chrzańcie się! -wsiadłem do samochodu i podążałem za karetką.    Po dojechaniu na miejsce pobiegłem szybko do karetki w której była Marta
-Przepraszamy ale nie możemy pana wpuścić.-zamknęli drzwi -Prosimy niech pan poczeka.- Wszedłem do środka, szybko zadzwoniłem do Justyny. Noo.. obierz..
-Tak?
-Przyjedz z Tomkiem do szpitala
-A co się stało?! Wszystko w porządku?
-Nie, ale proszę Cię przyjedzcie tylko Agacie powiedzcie coś by się nie martwiła , bo dla niej zbyt stresujące jest to żeby tu przyjechała
-Adres? -podałem jej adres i czekałem na jakieś wieści na ten temat. Zaczepiałem różnych lekarzy lecz oni nie odpowiadali mi. po jakimś czasie przyjechała Justyna z Tomkiem.
-Możesz nam powiedzieć co się dzieje?!
-Nie krzycz. Uspokój się. Usiądź.-usiedliśmy razem
-Jechałem z pracy i zobaczyłem Marty auto całe potrzaskane a jak podbiegłem bliżej to ją wyciągnęli nawet nie wiem czy żywą.
-...To miała wypadek?-zapytał Tomek
-No raczej ?
- Wiadomo co z nią jest?-zapytała Justyna
-Nie, pytałem wszystkich lecz nie usłyszałem odpowiedzi
-Przepraszam-Justyna zaczepiła z jedną z pielęgniarek- Są jakieś wieści co z Martą Karolak?
-A kim pani dla niej jest?
-Bratową, chciałbym się dowiedzieć w jakim jest stanie.
-Proszę poczekać.-wyszła
-No i kicha. -usiadła na krześle. Pielęgniarka wróciła z doktorem. A my wszyscy wstaliśmy
-Możemy się dowiedzieć co z nią jest? -zapytałem
-Mogę tylko powiedzieć że trwa operacja więc powinniście zaczekać -westchnął
-Ile?-palnął Tomek
-Nie umiem określić na pewno trzy godziny góra.
-Dziękujemy-odszedł a my usiedliśmy z powrotem
-Trzeba zadzwonić do jej chłopaka
-A ona czasem z nim nie zerwała ?-zapytała Justyna
-Nie wiem ale trzeba go o tym poinformować-powiedziałem i wyszedłem na zewnątrz, zadzwoniłem do niego. Powiedziałem mu żeby jak najszybciej się zjawił. Czekałem chwile ale stwierdziłem że wrócę do środka. Po krótkim czasie wparował zdenerwowany Marco.
-Co się dzieje?!
-Marta miała wypadek
-Że co?
-To co usłyszałeś, musimy poczekać co najmniej trzy godziny by dowiedzieć czy przeżyje.-twarz mu zbladła. Usiadł na krześle, wyciągnął telefon jak za pewne napisał do kogoś sms'a
-A Wiki z nią jechała?-zapytał Tomek
-Ona wracała z lotniska zapewne a co się stało dokładniej to ja nie wiem. Wiem że ten ruch, korki to wszystko spowodowało ten wypadek
-Ale że aż tak?
-Nie wiem jakby się to stało.
   Przez cały czas Reus milczał siedział i tylko gapił się w podłogę. Justyna była podenerwowana i w skupieniu siedziała na krześle. Tomek bawił się palcami, przy czym mówił do któregoś w stylu " I co podskoczysz?" , "Na pewno nie bo masz za małe nogi hyhyhy" . On to ma poczucie humoru, jakby wiedział że wszystko będzie w porządku.    Godzina, po godzinie. czas leciał. A wiadomości o niej nie było. A z trzech godzin zrobiło się pięć...
________________________________________
No hej ;*
   No nie za ciekawie jest. ;q  Na moją myśl na pewno nie przeżyje ale może stać się cud. Nie wiem , ale na pewno dowiedzie się w następnych rozdziałach. ;D
   Buziaczki. ;**

1 komentarz: