niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 23 Mysia pysia & Szalona ruda :D

     Trzy dni później

  Jesteśmy już w Dortmundzie. Wiktoria wraz ze mną przyjechała i zostanie na całe wakacje. Dziś już byłam na treningu, Wika poznała moje koleżanki  i nawet te co lakier jestem winna. Opiekujemy się małym siostrzeńcem Marco. Właśnie u niego często przesiaduję. Mój chłopak ma trening.
-Wiktoria ty głąbie kapuściany - zwróciłam się do niej po polsku
-Czego ? -odpowiedziała
-Gdzie jest mysia pysia ?
-A bo ja wiem, Aleks ją gdzieś wyniósł - powiedziała bawiąc się z Nico
-Ale ty się nią bawiłaś
-Zajrzyj do ogrodu-  mysia pysia to ulubiona zabawka Aleksa, w ogrodzie leżała dałam ją psu bo chciałam żeby się czymś zajął a ja będę miała czas wolny. Położyłam się na kanapie a Wika z Nico bawili się klockami, zbudowali domek , zamek i wieże czy jakoś tak. A ja strąciłam tą wieżyczkę niczym TrollFace.
-No ej no! - zdenerwowała się Wiktoria
-Hyhyhy to nie ja - zaśmiałam się
-Tio ti - powiedział Nico, który ukuł mnie lekko w brzuch
-To nie ja, i nie kłóć się ze mną - zaśmiałam się, łapiąc go za rączki. Polubiłam młodego.
-Kochanie wróciłem! - krzyknął z przed pokoju Marco
-Widzę ! ślepa nie jestem - powiedziałam pod nosem się śmiejąc, Marco pocałował mnie w polik
-Ja teś chcie - powiedział mały
-To chodź tu do mnie - wyciągnęłam ręce a on wgramolił mi się na kolana
-A teraś buzi - myślałam że padnę ze śmiechu jego mina była bezcenna
-Młaa..-pocałowałam go w policzek
-Idziemy na spacer ? - zapytała Wiktoria
-Możemy iść , bież Aleksa a ja wezmę Nico - powiedziałam do Wiki, założyłam buciki małemu , Wiktoria założyła smycz psu a Marco tylko ubrał buty i wyszliśmy z domu. Poszliśmy do parku. Ja z Marco szliśmy objęci a przed nami Wiki z psem i Nico.
-Mam do was dobre wieści - uśmiechnął się Marco
-Jakie ?
-Za tydzień jedziemy do Hiszpanii na wakacje
-Chyba sobie żartujesz - ucieszyłam się
-Mario jedzie z nami
-Mario ?! - odwróciła się Wiktoria
-Coś nie tak ?
-Nic cieszę się, bo chciałabym go poznać - zaśmiała się Wiki
-A to może i tak-zaśmiałam się
-Wujku pats -powiedział Nico, który wsiadł na Aleksa. My się z niego śmialiśmy.
-Nico chodź do nas - wyciągnęłam rękę
-A po cio ?- złapał mnie
-A teraz złap wujka- jak się trzymał jedną ręką mnie i Marco podnieśliśmy go do góry
-jesce raz ! Jesce raz ! -cieszył się Nico
-Trzy... Cztery... !- ponownie go podnieśliśmy
-Normalnie jak rodzinka -zaśmiała się Wiktoria się obracając
-Tak, tak - też się zaśmiałam
-Ciociu mas - Ciociu ?! Nico wręczył mi kwiatka
-Dziękuję, jaki śliczny popatrz - wskazałam na Marco
-Młody ma gust - uśmiechnął się
-Lepszy od Ciebie - pocałowałam go
-No wiesz - westchnął

    Wieczorem

     Po kolacji, wykąpałam Nico i położyłam spać. Z Marco oglądaliśmy jakieś romansidło co leciało na TV
-Chciałabyś być mamą ? -uśmiechnął się
-A ty ojcem ?- zaśmiałam się
-Chciałbym- pocałował mnie
-Ja jestem za młoda żeby o tym myśleć
-No ale pomarzyć można - zaśmiał się
-Można, można. Przyjdzie na to czas że kiedyś zostanę matką
- I moją żoną ? -dokończył
-pożyjemy zobaczymy - namiętnie mnie całował
-Marco.. Nie dziś zmęczona jestem - wymruczałam
-No.. Dobra..- przytulił mnie a ja usnęłam.

następnego dnia

Idę na trening, Wiktoria zostaję z Nico w domu Marco. Mój chłopak zrobił dla nas wszystkim śniadanie. Po zjedzonym posiłku, wzięłam torbę ucałowałam Marco  i ruszyłam do samochodu. Zaparkowałam, poszłam do szatni przywitałam się z dziewczynami a "lakiery" ominęłam szerokim łukiem. Dziś byłam w dobrym humorze
-A Wiki nie przyszła ? -zapytała Olivia
-Opiekuje Nico- zaczęliśmy rozgrzewkę
-Chciałybyśmy go zobaczyć - ucieszyły się
-To dzisiaj może się spotkamy, co wy na to ?
-No to jeszcze się zdzwonimy
-Nie ma sprawy
-Koniec pogaduszek, ćwiczymy, ćwiczymy ! - poganiał nas trener. Siedzieliśmy na boisku byliśmy w kółku i gadaliśmy. Zeszliśmy na temat Sary tej rudej. Dowiedziałam się o niej że nie ma rodziców, mieszka sama, nie ma przyjaciół i chodzi smutna. Kiedy widzi piłkę uśmiecha się to ona ją uszczęśliwia. Szybko się zbliżyliśmy się do siebie. Znaczy może na mnie liczyć, chciałabym jej pomóc. Postanowiłam ją trochę rozerwać
-Berek gonisz - puknęłam ją lekko w ramię i uciekałam. Nie dałam jej się dać złapać, zaczęłam śpiewać - Ty jesteś ruda ! da da .. na pewno ruda ! szalona ruda! ruda..da da.. - przy czym się śmiałam ona też.
-Mam Cię ! - krzyknęła zmęczona kiedy się na mnie rzuciła a ja ją złapałam nie wiem jak to zrobiłam ale wskoczyła mi na barana. Potem zeszła.
-Od razu lepiej ? - zapytałam się śmiejąc
-O wiele lepiej dzięki - lekko się uśmiechnęła
-Nie musisz dziękować, chcę Ci pomóc - przytuliłam ją
-A daruj sobie, jestem szaloną rudą - zaśmiała się
-Ooo tak. Ty jesteś moją szaloną rudą - objęłam ją ramieniem i poszliśmy do szatni. Przebrałam się, pożegnałam się z dziewczynami i pojechałam do domu.
-Wróciłam! - krzyknęłam ale w domu nikogo nie było -Jest ktoś ?! - nic nie było słychać, zauważyłam kartkę na stole
 Wiktoria pojechała na zakupy z Nico a ja , czyli Marco poszedłem do lewego pograć w fife ;) ~ Twój Marco <3 
Położyłam się na kanapie, napisałam sms'a do Olivii żeby przyszła za pół godziny.
-Elo jeden dwa zero, jesteśmy! - powiedziała Wiktoria
-Słyszę, widzę i czuje -zaśmiałam się
-ciociu... Mam lizacka - przyszedł do mnie Nico
-Cieszę się , a teraz idziemy rozpakować zakupy - złapałam go i podniosłam do góry - wrruu.. Samolocik ! - postawiłam go na Ziemi
-Jesce ! jesce ! -cieszył się mały
-Nie, trzymaj mysie pysie i pobaw się z Aleksem
-No doblaa.. - poszedł do ogrodu
-Chciałabyś mieć takiego brzdąca z Marco ? - poruszała brwiami wyciągając produkty
-Nie - ucięłam krótko
-Czemu ? - zdziwiła się
-Cały czas musisz nad nim chodzić, pilnować żeby nic mu się nie stało, utrzymanie... po prostu nie chcę
-Gadałaś na ten temat z Marco ?
-Taakk.. -westchnęłam
-I co on na to ?
-Powiedziałam że przyjdzie na to czas i jestem jeszcze za młoda żeby o tym myśleć
-Ja tam bym chciała
-Pewnie z Mario - zaśmiałam się
-Przestań to moja sprawa z kim i gdzie - zaczęła się śmiać
-Już sobie wyobrażam...
-Lepiej tego nie kończ, proszę Cię - przerwała mi śmiejąc się
-Jak chcesz -usłyszałam płacz, szybko pobiegłam do ogrodu zobaczyłam tam Nico który trzymał się za rączkę -Masz ci los.... co się stało ? - zapytałam cichutko biorąc go na ręce
-Boli.. - płacząc podniósł palec
-Po boli i przestanie - pocałowałam mu paluszek -Tiak? - zaczął się uśmiechać, włączyłam mu bajkę i położyłam na kanapie. Wróciłam do Wiktorii
-Widzisz i dlatego nie chcę mieć dzieci - zaśmiałam się
-Kiedyś zmienisz zdanie
-Nie sądzę - ktoś zapukał do drzwi - Idę ! - poszłam otworzyć
-Witamy ponownie - zaśmiały się dziewczyny, czyli Olivia, Eliza i Sara. Usiadły w salonie koło Nico na jego widok się ucieszyły
-Jaki śliczny- powiedziała Olivia
-Po wujku - zaśmiałam się
-Ciociu.. kto tio jeśt? - zapytał zdziwiony
-Moje koleżanki możesz im mówić po imieniu - potem się wszystkie zaczęły przedstawiać. Mylił imiona, zamiast Olivia to Sara a jak nie to Eliza z Olivią. Gadaliśmy tak długo aż się ściemniło, zjedliśmy wcześniej obiad a teraz szykujemy kolację. Dziewczyny nam pomagają a Nico tylko pyta się kiedy skończymy. Przyszedł Marco
-Już jestem!
-Słyszymy ! -kiedy wszedł do kuchni się zdziwił a za razem się uśmiechnął
-Nic mi nie powiedziałaś że będziemy mieć gości - pocałował mnie
-Nie było jak - zaśmiałam się
-Jestem Olivia - powiedziała
-Ja Eliza - uśmiechnęła się
-A ty ? - zapytał Sarę, która była nieśmiała
-Sara - wymamrotała
-Wyluzuj z nami jesteś - zaśmiałam się, lekko ją trącąc w ramię
-Gdzie Nico ? - zapytał
-Pewnie bajkę ogląda - Marco poszedł do niego i zaczął się z nim wygłupiać
-Patrz nie jest to uroczę ? - puknęła mnie lekko łokciem jak kroiła pomidora przy mnie
-Jest... -westchnęłam -Ale ja zdania nie zmienię - zaśmiałam się
-Uparta jesteś
-Ja.? skąd że - zaczęłam się śmiać a ze mną dziewczyny
-Ciociu, ciociu ! kiedy jemy ? - podszedł do mnie mały
-Zaraz skończymy idź powiedz wujowi żeby uszykował stół - szepnęłam mu w ucho
-Dobzie dobzie - pobiegł do salonu.
    Chwila później
-Stół gotowy- powiedział Marco przychodząc do kuchni
-Kolacja gotowa- zaśmiałam się. Zanieśliśmy wszystkie talerze z jedzeniem do jadalni. Przy stole Marco cały czas się uśmiechał do Elizy. Nico zaczepiał moje nogi pod stołem, przy czym ja go nazwałam łobuziakiem. Po skończonym posiłku dziewczyny poszły do swoich domów, Wiktoria do mojego domu a Nico biegał po całym domu z Aleksem. W kuchni zmywałam naczynia, Marco przytulił mnie od tyłu składając pocałunki na mojej szyi.
-Marco...
-Co? -odwróciłam się do niego
- Co to było przy stole ?
-Co takiego ? - zdziwił się
-Te głupie uśmieszki do Elizy
-Zazdrosna ? -objął mnie
-Może troszkę -lekko się zaśmiałam
-Śmiejesz mi się tu -zaczął mnie gilgotać
-Teraz takkk..- śmiałam się jak opętana
-To ja też wiem- skończył gilgotać ale zaczął całować, aż do momentu wejścia Nico
-Wujku.. tien wazion cio jeśt w tfoim pokoju sie stukł - powiedział bardzo nie chętnie
-Nic się nie stało potem posprzątamy- uśmiechnął się
-Choćmy telas - nalegał młody
-Poczekaj chwilę - pocałował mnie i poszedł przy czym łapiąc małego podniósł do góry. Ja zaś skończyłam myć naczynia i posprzątania blatu wraz ze stołem. Przyszedł Marco. Zaczął mnie całować
-Muszę iść jeszcze Nico położyć spać- powiedziałam między pocałunkami
-Nie musisz ja już to zrobiłem- nadal mnie całował i zaniósł do sypialni.
_____________________________________________________________
Siemka :D
 Nie dodałam rozdziału w piątek bo byłam zmęczona, w sobotę też więc macie dziś :D
Był ktoś w kinie na "Kamienie na szaniec" ? ;) ja byłam i spodobał mi się film :D jak i aktorzy.xd
 Nie mam o czym pisać więc pozdrowionka :D :*

1 komentarz:

  1. Ona musi zmienic zdanieeee . Eee tam na pewno zmieni. Marco tak słodko zajmuje się Nico, więc taki mały brzdąc by nie zaszkodzil :*

    OdpowiedzUsuń